- Słyszałeś, Janie?
- Słyszałem - odpowiedział Skrzetuski - Moja dziś kolej.
- Janie! - rzekł poważnie Wołodyjowski - znasz mnie od dawna i wiesz, że się przed hazardem nierad cofam; ale co innego hazard, a co innego proste samobójstwo.
- I tyż to mówisz, Michale?
- Ja, bom ci przyjaciel.
- I jam ci przyjaciel: dajże mnie kawalerski parol, że nie pójdziesz trzeci, jeżeli ja zginę.
- O! nie może być! - zakrzyknął Wołodyjowski.
- A widzisz, Michale! Jakże to możesz ode mnie wymagać tego, czego byś sam nie uczynił? Niechże się dzieje wola boża!
- To pozwól mi iść razem.
- Książę zabrania, nie ja - a tyś żołnierz i słuchać musisz.
Pan Michał zamilkł, bo istotnie żołnierz to był przede wszystkim, więc począł tylko wąsikami ruszać gwałtownie przy księżycu, na koniec rzekł:
- Noc bardzo widna - nie idź dzisiaj.
- Wolałbym, żeby była ciemniejsza - odrzekł Skrzetuski - ale zwłoka niepodobna. Pogoda, jako widzisz, uczyniła się na długo, a tu prochy się kończą, żywność się kończy. Żołnierze już na majdanie kopią korzonków szukając - innym dziąsła gniją od paskudztwa, które jedzą. Dziś pójdę, zaraz; jużem się z księciem pożegnał.
- To widzę, żeś po prostu desperat.
Skrzetuski uśmiechnął się smutno.

WQGJYGM WQYKQZM WQBQJPM WQVVQZM WQVBXJM   Darmowe Mp3 | Jastrzêbia Góra | Rola Chirurgii Plastycznej | Wczasy Nad Morzem | Welon