Szmer rozszedł się po sali.
- Co słychać u was? co słychać? - pytał gorączkowo król
- Nędza... głód... jedna mogiła...
Król zasłonił oczy.
- Jezusie Nazareński! Jezusie Nazareński! - mówił cichym głosem
Po chwili znów spytał:
- Długo się możecie trzymać?
- Prochów brak. Nieprzyjaciel w wałach...
- Siła go?
- Chmielnicki... Chan ze wszystkimi ordami.
- Chan jest?
- Tak...
Nastało głuche milczenie. Obecni spoglądali po sobie - niepewność odmalowała się na wszystkich twarzach.
- Jakżeście mogli wytrzymać? - spytał kanclerz z akcentem wątpliwości.
Na te słowa Skrzetuski podniósł głowę, jakby nowa wstąpiła weń siła; błyskawica dumy przebiegła mu przez twarz i odrzekł nadspodziewanie silnym głosem: