I rozstępowali się zaraz, ale inni tłoczyli się jeszcze bardziej, chcąc widzieć bohatera. I patrzyli zdumieni na tę nędzę, na tę twarz straszną, oświeconą blaskiem księżyca - i szeptali do siebie zdumieni:
- Ze Zbaraża, ze Zbaraża...
Z największym trudem doprowadził ksiądz Skrzetuskiego do plebanii. Tam go wykąpanego, obmytego z błota i krwi, kazał złożyć na łóżku miejscowego plebana, a sam wyszedł natychmiast do wojsk, które ruszały w pochód.
Skrzetuski był na wpół przytomny, ale gorączka nie pozwalała mu usnąć zaraz. Nie wiedział już jednak, gdzie jest i co się stało. Słyszał tylko gwar, tętent, skrzypienie wozów, grzmiący pochód piechoty, krzyki żołnierzy, odgłos trąb - i wszystko zlało się w jego uszach w jeden ogromny szum... " Wojsko idzie" - mruknął sam do siebie... Tymczasem szum ów począł się oddalać, słabieć, niknąć, topnieć... aż wreszcie cisza objęła Toporów.
Wówczas zdawało się Skrzetuskiemu, że razem z łożem leci w jakąś przepaść bez dna.


WQXJJPM WQZZYYM WQZPQBM WQQXGPM WQQYJZM   Hotele Wroc³aw | Wellness | Bhp | prezent dla mê¿a | Stroje Sportowe