- Ot, co jest! ot, co jest! Uważaliście, że ani drgnął.
- Wolałby się on tego zrzec - rzekł pan Longinus.
- Mości panie - westchnął Zagłoba - cóż dziwnego! Ja bym oto te moje pięć palców za nią oddał, chociażem nimi chorągiew zdobył.
- Tak to, tak!
- Ale to pan Suffczyński musiał umrzeć? - zauważył Wołodyjowski.
- Pewnie, że umarł.
- Kto też namiestnictwo weźmie? Chorąży młodzik i dopiero od Konstantynowa funkcję sprawuje.
Pytanie to pozostało nie rozstrzygnięte; ale odpowiedź na nie przyniósł z powrotem sam porucznik Skrzetuski.
- Mości panie - rzekł do pana Podbipięty - książę mianował waści namiestnikiem.
- O Boże! Boże! - jęknął pan Longinus składając jak do modlitwy ręce.
- Tak samo mógłby jego inflancką kobyłę mianować - mruknął Zagłoba.
- No, a podjazd? - spytał pan Wołodyjowski.
- Jedziemy nie mieszkając - odpowiedział pan Skrzetuski.
- Siła kazał książę ludzi wziąć?
- Jedną kozacką, drugą wołoską chorągiew, razem pięciuset ludzi.

WJXZPGM WQBPZQM WJJYJZM WQQJXGM WQXPBKM   Pozycjonowanie | Kayah | ¦wiat Twoich Drinków | Modelki | Olimp