Rozdział VII


Zagłoba leżał związany w kij do własnej szabli w tej samej izbie, w której odbywało się wesele, a straszliwy watażka siedział opodal na zydlu i pasł oczy przerażeniem jeńca.
- Dobry wieczór waści! - rzekł dojrzawszy otwarte powieki swej ofiary. Pan Zagłoba nie odrzekł nic, ale w jednym mgnieniu oka oprzytomniał tak, jakby kropli wina do ust nie brał, jeno mrówki doszedłszy mu do pięt wróciły się do góry, aż do głowy, a szpik w kościach stał się zimny jak lód. Mówią, że człowiek tonący w ostatnim momencie widzi jasno całą swoją przeszłość, że przypomina wszystko - i zdaje sobie sprawę z tego, co się z nim dzieje; taką jasność widzenia i pamięci posiadał w tej chwili pan Zagłoba, a ostatnim słowem tej jasności był cichy, nie wypowiedziany ustami okrzyk:
"Ten mi dopiero da łupnia!"
A watażka powtórzył spokojnym głosem:
- Dobry wieczór waszmości.
"Brr! - pomyślał Zagłoba - wolałbym, by wpadł w furię."
- Nie poznajesz mnie, panie szlachcic?
- Czołem! czołem! jak zdrowie?
- Nieźle. A waścinym to już ja się zajmę.
- Nie prosiłem Boga o takiego doktora i wątpię, abym mógł strawić twoje lekarstwa, ale dziej się wola boża.
- No, ty mnie kurował, teraz się tobie wywdzięczę. My stare druhy. Pamiętasz, jak ty mnie głowę obwiązywał w Rozłogach - co?
Oczy Bohuna poczęły świecić jak dwa karbunkuły, a linia wąsów przedłużała się w straszliwym uśmiechu.
- Pamiętam - rzekł Zagłoba - że mogłem cię nożem pchnąć - i nie pchnąłem.

WQPXKJM WJXGVXM WJKPZVM WQVBPXM WQGJYXM   Nutra Force | Od¿ywki | Telewizory Samsung | Bezsenno¶æ | Warban.pl Ogrzewanie