Połączone oddziały ruszyły. Po drodze Skrzetuski wypytywał się o wszystko, co działo się we Lwowie, i czyli obrona już postanowiona.
- Właśnie teraz się sprawa waży - rzecze Kuszel. - Mieszczanie chcą się bronić. Co za czasy! ludzie nikczemnych kondycji okazują więcej serca niż szlachta i żołnierze.
- A regimentarze? co się z nimi stało? Czyli są w mieście i czyli nie będą księciu przeszkód stawiali?
- Byle on sam nie stawiał! Był lepszy czas na oddanie mu buławy, teraz za późno. Regimentarze oczu nie śmieją pokazać. Książę Dominik popasał tylko w pałacu arcybiskupim i zaraz się wyniósł; i dobrze zrobił, bo nie uwierzysz, jaka jest w żołnierzach na niego zawziętość. Już go nie ma, a jeszcze ciągle krzyczą: "Dawaj go sam, wnet go rozsiekamy!" - pewnie nie byłby uszedł jakowego przypadku. Pan podczaszy koronny pierwszy tu przybył, ba! nawet i na księcia wygadywać począł, ale teraz siedzi cicho, bo i przeciw niemu powstają tumulty. Do oczu mu wszystkie winy wymawiają, a on jeno łzy połyka. W ogólności strach, co się dzieje, jakie czasy nadeszły! Mówię ci: dziękuj Bogu, żeś pod Piławcami nie był, żeś stamtąd nie uciekał, bo że nam, którzyśmy tam byli, rozum się nie pomieszał z ostatkiem - to chyba cud.
- A nasza dywizja?
- Nie ma już jej! ledwie coś zostało. Wurcla nie ma, Machnickiego nie ma, Zaćwilichowskiego nie ma. Wurcel i Machnicki nie byli po Piławcami, bo zostali w Konstantynowie. Tam ich ten Belzebub, książę Dominik, zostawił, by księcia naszego potęgę osłabić. Nie wiadomo: czy uszli, czy ich nieprzyjaciel ogarnął. Stary Zaćwilichowski przepadł jak kamień w wodzie. Daj Bóg, żeby nie zginął!
- A wszystkich żołnierzy siła się tu zebrało?
- Jest dosyć, ale co z nich!... Jeden książę mógłby sobie dać z nimi rady, gdyby chciał buławę przyjąć, bo nikogo słuchać nie chcą. Okrutnie się książę o ciebie frasował i o żołnierzy... Jedyna też to cała chorągiew. Jużeśmy cię opłakali.
- Teraz ten szczęśliwy, kogo płaczą.
Przez czas jakiś jechali w milczeniu, poglądając po tłumach, słuchając zgiełku i krzyków: "Tatary! Tatary!" W jednym miejscu ujrzeli straszny widok rozdzieranego na sztuki człowieka, którego tłum o szpiegostwo posądził. Dzwony biły ciągle.
- Czy orda prędko tu stanie? - spytał Zagłoba.
- Licho ją wie!... może dziś jeszcze. To miasto nie będzie się długo bronić, bo nie wytrzyma. Chmielnicki idzie w dwieście tysięcy Kozaków prócz Tatarów.
- Kaput! - odpowiedział szlachcic: - Lepiej nam było jechać dalej na złamanie szyi! Po co my tyle zwycięstw odnieśli?
- Nad kim?
- Nad Krzywonosem, nad Bohunem, diabeł wie nie nad kim!

WJVZZJM WJQBKVM WQPVKJM WQZQGJM WQJBJXM   Schody Krêcone | Sektor B - O.n.d.s Rmx | Szklarska Porêba Noclegi | Opowiadania Mi³o¶æ | Powiêkszanie Piersi