Tu westchnęła Anusia, po chwili zaś mówiła dalej:
- I my nie w tej liczbie, jako dawniej, bo panna Sieniutówna za mąż poszła, a księżniczka Barbara została u pani wojewodziny wileńskiej.
- I pewnie także za mąż idzie?
- Nie, nie bardzo ona o tym myśli. A czemu się to waćpan o to dopytuje?
To rzekłszy Anusia przymrużyła czarne oczęta tak, iż tylko szpareczki pozostały, i spoglądała ukośnie spod rzęs na rycerza.
- Przez życzliwość dla familii - odparł pan Michał.
A Anusia na to:
- Oj, to i słusznie, bo też wielką pan Michał ma w księżniczce Barbarze przyjaciółkę. Nieraz pytała: gdzie to ów mój rycerz, któren na turnieju w Łubniach najwięcej głów tureckich zrzucił, za com mu nagrodę dawała? co on porabia? zali żyje jeszcze i o nas pamięta?
Pan Michał podniósł z wdzięcznością oczy na Anusię i po pierwsze, ucieszył się, po wtóre, dostrzegł, że Anusia wyładniała niepomiernie.
- Zali naprawdę księżniczka Barbara tak mówiła? - spytał.
- Jako żywo! I to jeszcze wspominała, jakeś waćpan przez fosę dla niej skakał, wtedy gdyś to w wodę wpadł.
- A gdzie teraz pani wojewodzina wileńska?
- Była z nami w Brześciu, a tydzień temu pojechała do Bielska, skąd do Warszawy przybędzie.
Pan Wołodyjowski drugi raz spojrzał na Anusię i nie mógł już wytrzymać.
- A panna Anna - rzekł - już do takowej gładkości doszła, że aż oczy bolą patrzeć.