- Boś buntownik, wróg Rzeczypospolitej i na przeszpiegi tu przyjechałeś.
- A waść coś za jeden?
- O! nie będę się tobie wywodził, ale mi się nie wymkniesz!
- Zobaczymy! - rzekł Bohun. - Nie wywodziłbym się i ja waszmości, ktom jest, gdybyś mnie jako żołnierz na szable wyzwał, ale skoro aresztem grozisz, to ci się wywiodę: oto jest list, który od hetmana zaporoskiego do królewicza Kazimierza wiozę, i nie znalazłszy go w Nieporęcie, do Zaborowa za nim jadę. Jakże to mnie będziesz teraz aresztował?
To rzekłszy Bohun spojrzał dumnie i szydersko na Wołodyjowskiego, a pan Michał zmieszał się bardzo, jak ogar, który czuje, że mu się zwierzyna wymyka, i nie wiedząc, co ma począć, zwrócił pytający wzrok na Zagłobę. Nastała ciężka chwila milczenia.
- Ha! - rzekł Zagłoba - trudno! Skoro jesteś posłańcem, tedy cię aresztować nie możemy, ale z szablą się temu oto kawalerowi nie nadstawiaj, bo jużeś raz przed nim umykał, aż ziemia jęczała.
Twarz Bohuna powlokła się purpurą, bo w tej chwili poznał Wołodyjowskiego. Wstyd i zraniona duma zagrały naraz w nieustraszonym watażce. Wspomnienie to ucieczki paliło go jak ogień Była to jedyna nie starta plama na jego sławie mołojeckiej, którą nad życie i nad wszystko kochał.
A nieubłagany Zagłoba ciągnął dalej z zimną krwią:
- Ledwieś i hajdawerków nie zgubił, aż litość tego kawalera tknęła, i życie ci darował. Tfu! mości mołojcze! białogłowską masz twarz, ale i białogłowskie serce. Byłeś odważny ze starą kniaziową i z dzieciuchem kniaziem, ale z rycerzem dudy w miech! Listy tobie wozić, panny porywać, nie na wojnę chodzić. Jak mnie Bóg miły, na własne oczy widziałem, jak hajdawerki oblatywały. Tfu, tfu! Ot i teraz o szabli gadasz, bo list wieziesz Jakże to nam się z tobą potykać, gdy tym pismem się zasłaniasz? Piasek w oczy, piasek w oczy, mości mołojcze!... Chmiel dobry żołnierz, Krzywonos dobry, ale wielu jest między kozactwem drapichrustów!
Bohun posunął się nagle ku panu Zagłobie, a pan Zagłoba zasunął się również szybko za pana Wołodyjowskiego, tak że dwaj młodzi rycerze stanęli przed sobą oko w oko.
- Nie od strachu ja przed waćpanem uciekał, ale by ludzi ratować! - mówił Bohun.
- Nie wiem, dla jakich tam przyczyn umykałeś, ale wiem, żeś umykał - rzecze pan Michał.
- Wszędy dam waści pole, choćby tu zaraz.
- Wyzywasz mnie? - pytał przymrużając oczy Wołodyjowski.
- Ty mnie sławę mołojecką wziął, ty mnie pohańbił! mnie twojej krwi potrzeba.

WQXBQYM WQBJBXM WQKXXVM WJVYBXM WJZPPJM   Vitaline - Promocja Zdrowia | Beiks - Cyfrowy ¦wiat | Opisy | Wiza¿ | Co W Trawie Piszczy