W takim nastroju ducha znalazł go Tutmozis, który pewnego dnia na paradnym dworskim statku przyjechał do następcy z wezwaniem od faraona. Jego świątobliwość wracał z Tebów i pragnął, ażeby następca tronu wyjechał naprzeciw powitać go.
Książę drżał, bladł i rumienił się, gdy czytał łaskawy list pana i władcy. Był tak wzruszony, że nawet nie zauważył nowej kolosalnej peruki Tutmozisa, wydającej ze siebie piętnaście różnych zapachów, nie spostrzegł jego tuniki i płaszcza, delikatniejszego od mgły, ani sandałów zdobnych złotem i paciorkami.
Po niejakim czasie Ramzes ochłonął i nie patrząc na Tutmozisa rzekł:
- Cóżeś tak dawno nie był u mnie? Czy przestraszyła cię niełaska, w jaką wpadłem?...
- Bogowie! - zawołał elegant. - A kiedyżeś ty był w niełasce i u kogo? Każdy goniec jego świątobliwości zapytywał, jak się miewasz, zaś czcigodna pani Nikotris i jego dostojność Herhor kilka razy podpływali do twego domu licząc, że zrobisz ku nim choć sto kroków, gdy oni zrobili parę tysięcy... O wojsku już nie wspominam. Żołnierze twoich pułków jak palmy milczą podczas musztry i nie wychodzą z koszar, a dostojny Patrokles ze zmartwienia całe dnie pije i klnie...
A więc książę nie był w niełasce, a jeżeli był, to już się skończyła!... Ta myśl podziałała na Ramzesa jak puchar dobrego wina. Szybko wykąpał się i namaścił, włożył nową bieliznę, wojskowy kaftan i hełm z piórami i poszedł do Sary, która blada, leżała pod opieką Tafet. Sara aż krzyknęła zobaczywszy księcia tak ubranego. Usiadła i schwyciwszy go rękoma za szyję poczęła szeptać:
- Ty odjeżdżasz, panie mój?... Ty już nie wrócisz!...
- A to dlaczego? - zdziwił się następca. - Czyliż raz odjeżdżałem i wracałem?...
- Pamiętam cię tak samo odzianym tam... w naszej dolince... - mówiła Sara. - O, gdzież te czasy!... Tak prędko przeszły, a tak dawno minęły.
- Ależ wrócę i przywiozę ci najznakomitszego lekarza.
- Po co?.. - wtrąciła Tafet. - Ona jest zdrowa, pawica moja... jej trzeba tylko odpocząć... A lekarze egipscy wpędzą ją w prawdziwą chorobę...
Książę nawet nie spojrzał na gadatliwą kobietę.
- To był mój najszczęśliwszy miesiąc z tobą - mówiła Sara tuląc się do Ramzesa - ale nie przyniósł mi szczęścia.
Na statku królewskim zatrąbiono powtarzając sygnał dany w górze rzeki.
Sara wstrząsnęła się.