Cóż mam więcej uczynić?... odpowiedz, najdostojniejszy panie!...
- Wierzę ci, że jesteś najwierniejszy - odparł książę. - Objaśnij mi więc dwie rzeczy: jedną - dlaczego zmniejszyły się dochody jego świątobliwości faraona, drugą - co ty sam robisz w nomesie?...
Otoes zmięszał się, a książę prędko dodał:
- Chcę wiedzieć: co tu robisz i jakimi sposobami rządzisz, gdyż jestem młody i dopiero zaczynam rządy...
- Ale masz mądrość starca! - szepnął nomarcha.
- Godzi się więc - mówił książę - ażebym ja wypytywał doświadczonych, a ty żebyś mi udzielał nauk.
- Wszystko pokażę waszej dostojności i opowiem - rzekł Otoes. - Ale trzeba nam wydostać się w miejsce, gdzie nie ma tej wrzawy...
Istotnie w pałacu, który zajmował książę, na dziedzińcach wewnętrznych i zewnętrznych, tłoczyło się takie mnóstwo ludzi jak na jarmarku. Jedli oni, pili, śpiewali, mocowali się lub gonili, a wszystko na chwałę namiestnika, którego byli sługami.
Jakoż około trzeciej po południu nomarcha kazał wyprowadzić dwa konie na których wraz z księciem wyjechali z miasta na zachód. Dwór zaś został w pałacu i bawił się jeszcze weselej.
Dzień był piękny, chłodny ziemia okryta zielonością i kwieciem. Nad głowami jeźdźców rozlegały się śpiewy ptaków, powietrze było pełne woni.
- Jak tu przyjemnie! - zawołał Ramzes. - Pierwszy raz od miesiąca mogę zebrać myśli. A już zacząłem wierzyć, że w mojej głowie osiedlił się cały pułk wozów wojennych i od rana do nocy odbywa musztrę.
- Taki jest los mocarzy świata - odparł nomarcha
Stanęli na wzgórzu. U stóp ich leżała ogromna łąka przecięta błękitną strugą. Na północy i na południu bieliły się mury miasteczek, za łąką, aż do krańca horyzontu, ciągnęły się czerwone piaski pustyni zachodniej, od której niekiedy wiało tchnienie upalnego wiatru jak z pieca. Na łące pasły się niezliczone stada zwierząt domowych: rogate i bezrogie woły owce, kozy, osły, antylopy, nawet nosorożce. Tu i ówdzie było widać kępy moczarów obrosłych roślinami wodnymi i krzakami, w których roiły się dzikie gęsi, kaczki, gołębie, bociany, ibisy i pelikany.
- Spojrzyj, panie - rzekł nomarcha - oto obraz naszego kraju Queneh, Egiptu. Oziris umiłował ten pasek ziemi wśród pustyń, zasypał go roślinnością i zwierzętami, aby mieć z nich pożytek. Potem dobry bóg przyjął na siebie ludzką postać i był pierwszym faraonem. A gdy poczuł, że mu ciało więdnie, opuścił je i wstąpił w swego syna, a następnie w jego syna.
Tym sposobem Oziris żyje między nami od wieków jako faraon i ciągnie korzyści z Egiptu i jego bogactw, które sam stworzył. Rozrósł się pan jak potężne drzewo. Konarami jego są wszyscy królowie egipscy, gałęźmi - nomarchowie i kapłani, a gałązkami - stan rycerski. Widzialny bóg zasiada na tronie ziemskim i pobiera należny mu dochód z kraju; niewidzialny przyjmuje ofiary w świątyniach i przez usta kapłanów opowiada swoją wolę.