Pomocnicy wielkiego pisarza zwinęli odrzucony dokument, a podali mu inny. Dostojnik znowu zaczął czytać:
- �Dnia piątego miesiąca Tot przywieziono do śpichrzów królewskich sześćset miar pszenicy, na co główny dozorca wydał pokwitowanie. Dnia siódmego Tot wielki skarbnik dowiedział się i sprawdził, że z zeszłorocznych zbiorów ubyło sto czterdzieści ośm miar pszenicy. W czasie sprawdzania dwaj robotnicy ukradli miarę ziarna i ukryli je między cegłą. Co gdy stwierdzono, oddani zostali pod sąd i zesłani do kopalń za podniesienie ręki na majątek jego świątobliwości..."
- A tamte sto czterdzieści ośm miar?... - spytał następca.
- Myszy zjadły - odpowiedział pisarz i czytał dalej:
- Ósmego Tot przysłano dwadzieścia krów, ośmdziesiąt cztery owiec na rzeź, które nadzorca wołów kazał oddać pułkowi Krogulec, za stosownym pokwitowaniem.
Tym sposobem namiestnik dowiadywał się, dzień po dniu, ile jęczmienia, pszenicy, fasoli i ziarn lotosu zwieziono do śpichrzów, ile oddano do młynów, ile skradziono i ilu robotników z tego powodu skazano do kopalń.
Raport był tak nudny i chaotyczny, że w połowie miesiąca Paofi książę kazał przerwać czytanie.
- Powiedz mi, wielki pisarzu - spytał Ramzes - co ty z tego rozumiesz?... Co ty wiesz z tego?...
- Wszystko co wasza dostojność rozkaże...
I zaczął znowu od początku, ale już z pamięci:
- Dnia piątego miesiąca Tot przywieziono do królewskich śpichrzów...
- Dość! - zawołał rozgniewany książę i kazał im iść precz.
Pisarze upadli na twarz, potem szybko zabrali zwoje papirusów, znowu upadli na twarz i pędem wynieśli się za drzwi.
Książę wezwał do siebie nomarchę Ranuzera. Przyszedł z rękoma złożonymi na piersiach, ale spokojnym obliczem. Dowiedział się bowiem od pisarzów, że na- miestnik nie może niczego dojść z raportów i że ich nawet nie wysłuchał.
- Powiedz mi, wasza dostojność - zaczął następca - czy i tobie czytają raporty?