- I to bajka... podła bajka!... - zawołał Tutmozis. - Mogłeś mnie zapytać o te rzeczy zamiast gadać brednie.
Miałem przecie trzy Żydówki kochankami...
- Dotychczas mówiłeś prawdę, ale teraz kłamiesz - odezwała się Sara. - Żydówka nie będzie niczyją kochanką! - dodała dumnie.
- Nawet kochanką pisarza u takiego pana, który nosi wachlarz nad nomarchą memfijskim?... - zapytał drwiącym tonem Tutmozis.
- Nawet...
- Nawet kochanką tego pana, który nosi wachlarz?...
Sara zawahała się, lecz odparła:
- Nawet.
- Więc może nie zostałaby kochanką nomarchy?...
Dziewczynie opadły ręce. Ze zdziwieniem spoglądała kolejno na obu młodych ludzi; usta jej drżały, a oczy zachodziły łzami.
- Kto wy jesteście? - pytała zatrwożona. - Zeszliście tu z gór, jak podróżni, którzy chcą wody i chleba... Ale mówicie do mnie jak najwięksi panowie... Coście wy za jedni? Twój miecz - zwróciła się do Ramzesa - jest wysadzany szmaragdami, a na szyi masz łańcuch takiej roboty, jakiego w swoim skarbcu nie posiada nasz pan, miłościwy Sezofris...
- Odpowiedz mi lepiej, czy ci się podobam?... - spytał z naleganiem Ramzes, ściskając jej rękę i tkliwie patrząc w oczy.
- Jesteś piękny jak anioł Gabriel, ale ja boję się ciebie, bo nie wiem, kto ty jesteś...
Wtem, spoza gór, odezwał się dźwięk trąbki.
- Wzywają cię - zawołał Tutmozis.