- Ja zawsze jestem zły, jak mnie nie nazywają - dostojnością...
- A dlaczego pan nie nazywasz mnie miłością?... Ja przecie jestem książę!...
- Może w Fenicji - odparł Dagon. - Ale już w Asyrii, u lada satrapy czekasz pan w sieniach trzy dni na posłuchanie, a kiedy cię przyjmą, leżysz na brzuchu jak każdy handlarz fenicki.
- A pan co byś robił wobec dzikiego człowieka, który może pana na pal wbić?... - zakrzyczał Hiram.
- Co ja bym robił, nie wiem - rzekł Dagon. - Ale w Egipcie ja sobie siedzę na jednej kanapie z następcą tronu, który dziś jest namiestnikiem.
- Zgoda, wasza dostojność!... Zgoda, wasza miłość!... - reflektował ich gospodarz.
- Zgoda!... zgoda, że ten pan jest zwyczajny fenicki handlarz, a mnie nie chce oddać szacunku... - zawołał Dagon.
- Ja mam sto okrętów!... - wrzasnął Hiram.
- A jego świątobliwość faraon ma dwadzieścia tysięcy miast, miasteczek i osad....
- Wasze dostojności utopicie ten interes i całą Fenicję!.. - odezwał się już podniesionym głosem Rabsun.
Hiram zacisnął pięści, lecz umilkł i odpoczął.
- Musisz jednak przyznać, wasza dostojność - rzekł po chwili do Dagona - że z tych dwudziestu tysięcy miast jego świątobliwość niewiele ma naprawdę.
- Chcesz powiedzieć, wasza miłość - odparł Dagon, że siedm tysięcy miast należy do świątyń i siedm tysięcy do wielkich panów?... Zawsze jednak jego świątobliwości zostaje siedm tysięcy na czysto.
- Nie bardzo! Bo jak z tego wasza dostojność odejmiesz ze trzy tysiące, które są w zastawie u kapłanów, i ze dwa tysiące w dzierżawie u naszych Fenicjan...
- Mówi prawdę, wasza miłość - rzekł Dagon. - Zawsze jednak jego świątobliwości zostaje ze dwa tysiące miast bardzo bogatych...