- Dosyć!... - zawołał Hiram uderzając pięścią w stolik.
- My nigdy nie skończymy z tym kapłanem chaldejskim - mruknął Rabsun z takim spokojem, jakby przed chwilą nie jego zwymyślano.
Hiram odchrzÄ…knÄ…Å‚ i zaczÄ…Å‚.
- Ten człowiek ma naprawdę dom i grunta w Harranie i tam nazywa się Phut. Dostał listy od kupców chetyjskich do kupców sydońskich, więc w podróż zabrała go nasza karawana. Sam dobrze mówi po fenicku, płaci rzetelnie, nic osobliwego nie żąda, więc nasi ludzie nawet bardzo go polubili.
- Ale - mówił Hiram podrapawszy się w brodę - gdy lew nakryje się skórą wołu, zawsze mu choćby kawałek ogona wylezie. Ten Phut był strasznie mądry i pewny siebie, więc naczelnik karawany po cichu zrewidował jego rzeczy. I nic nie znalazł, tylko medal bogini Astoreth.
Dowódcę karawany medal ten kolnął w serce. Skąd Chetyjczyk ma fenicki medal?...
Więc gdy przyjechali do Sydonu, zaraz zameldował starszym, i od tej pory nasza tajna policja miała tego Phuta na oku.
Tymczasem jest to taki mędrzec, że gdy kilka dni posiedział w Sydonie, wszyscy go pokochali. Modlił się on i składał ofiary bogini Astoreth, płacił złotem, nie pożyczał pieniędzy, wdawał się tylko z Fenicjanami. I tak wszystkich otumanił, że dozór nad nim osłabł, a on spokojnie dojechał do Memfisu.
Tu znowu nasza starszyzna zaczęła czuwać nad nim, ale nic nie odkryła; domyślała się tylko, że musi to być wielki pan, nie zaś prosty mieszczanin harrański. Dopiero Asarhadon przypadkiem wyśledził, a nawet nie wyśledził, tylko wpadł na poszlaki, że ten niby Phut całą jedną noc przepędził w starej świątyni Seta, która tu wiele znaczy...
- Wchodzą do niej tylko arcykapłani na ważne narady - wtrącił Dagon.
- Jeszcze i to nic by nie znaczyło - prawił Hiram. - Ale jeden z naszych kupców wrócił dwa miesiące temu z Babilonu z dziwnymi wiadomościami. Za wielki prezent pewien dworzanin babilońskiego satrapy powiedział mu, że nad Fenicją - wisi bieda!...
�Was zabiorą Asyryjczycy - mówił ten dworzanin do naszego kupca - a Izraelitów wezmą Egipcjanie. W tym interesie nawet pojechał do tebańskich kąpłanów wielki chaldejski kapłan Beroes i zawrze z nimi traktat."
- Musicie wiedzieć - ciągnął Hiram - że kapłani chaldejscy uważają egipskich za swoich braci. A że Beroes ma wielkie znaczenie na dworze króla Assara, więc wieść o tym traktacie może być bardzo prawdziwa.
- Na co Asyryjczykom Fenicja?... - zapytał Dagon gryząc paznokcie.
- A na co złodziejowi cudzy śpichlerz?... - odparł Hiram.

WQJBKZM WQJQJGM WQQQGVM WQZGGBM WQZVJYM   Po¶rednictwo Wizowe | Konstrukcja Stalowa | Karty Tarota Wró¿enie | Lifepac Senior | Rotor