- Co może znaczyć traktat Beroesa z egipskimi kapłanami?... - wtrącił zamyślony Rabsun.
- Głupi ty!.. - odparł Dagon. - Faraon robi tylko to, co kapłani uradzą.
- Będzie i traktat z faraonem, nie bójcie się! - przerwał Hiram. - W Tyrze wiemy na pewno, że jedzie do Egiptu z wielką świtą i darami poseł asyryjski - Sargon... On niby to chce zobaczyć Egipt i ułożyć się z ministrami, ażeby w egipskich aktach nie pisano, jako - Asyria płaci daninę faraonom. Ale naprawdę to on jedzie zawrzeć traktat o podział krajów leżących między naszym morzem a rzeką Eufratem.
- Oby ich ziemia pochłonęła! - zaklął Rabsun.
- Cóż ty o tym myślisz Dagonie?.. - spytał Hiram.
- A co byście wy zrobili, gdyby was naprawdę napadł Assar?...
Hiram zatrząsł się z gniewu.
- Co?... Wsiądziemy na okręty z rodzinami i skarbami, a tym psom zostawimy gruzy miast i gnijące trupy niewolników... Alboż nie znamy krain większych i piękniejszych od Fenicji, gdzie można założyć nową ojczyznę, bogatszą aniżeli ta?...
- Niech was bogowie bronią od takiej ostateczności - rzekł Dagon.
- Właśnie o to idzie, ażeby ratować dzisiejszą Fenicję od zagłady - mówił Hiram. - A ty, Dagonie, wiele możesz w tym interesie...
- Co ja mogÄ™?...
- Możesz dowiedzieć się od kapłanów: czy był u nich Beroes i czy zawarł z nimi taką umowę?...
- Strasznie trudna rzecz! - szepnął Dagon. - Ale może ja znajdę takiego kapłana, który mnie objaśni.
- Możesz - ciągnął Hiram - na dworze faraona nie dopuścić traktatu z Sargonem?...
- Bardzo trudno... Ja sam temu nie wydołam...