- Dlatego, Dagonie - mówił Hiram - my musimy mieć za sobą wszystkich wodzów...
- To można.
- I nomarchów...
- Także można.
- I następcę - prawił Hiram. Ale jeżeli tylko ty sam będziesz pchał go do wojny z Asyrią, to na nic. Człowiek, jak arfa, ma dużo strun i grać na nich trzeba dziesięcioma palcami, a ty, Dagonie, jesteś tylko jednym palcem.
- Przecież nie rozedrę się na dziesięć części.
- Ale ty możesz być jak jedna ręka, przy której jest pięć palców. Ty powinieneś zrobić to, ażeby nikt nie wiedział, że ty chcesz wojny, ale - ażeby każdy kucharz następcy chciał wojny, każdy fryzjer następcy chciał wojny, ażeby wszyscy łaziebnicy, lektykarze, pisarze, oficerowie, woźnice, ażeby oni wszyscy chcieli wojny z Asyrią i ażeby następca słyszał o tym od rana do nocy, a nawet kiedy śpi...
- To siÄ™ zrobi.
- A znasz ty jego kochanki? - spytał Hiram.
Dagon machnął ręką.
- Głupie dziewczęta - odparł. - One tylko myślą, ażeby ustroić się, wymalować i pachnidłami namaścić...
Ale skąd się biorą te pachnidła i kto je przywozi do Egiptu, o tym już nie wiedzą.
- Trzeba mu podsunąć taką kochankę, ażeby o tym wiedziała - rzekł Hiram.
- Skąd ją wziąć?... - spytał Dagon. - A... mam!... - zawołał uderzając się w czoło. - Znasz ty Kamę, kapłankę Astoreth?...
- Co?... - przerwał Rabsun. - Kapłanka świętej bogini Astoreth będzie kochanką Egipcjanina?...