Pentuer z wielkim naciskiem głosił, a jeszcze dawniej Herhor twierdził to samo, że źródłem nieszczęść Egiptu były - zwycięskie wojny.
Z czego wypadłoby, że za pomocą nowej wojny nie można podźwignąć Egiptu. �Pentuer jest wielki mędrzec i Herhor wielki mędrzec - myślał książę. - Jeżeli oni uważają wojnę za szkodliwą, jeżeli tak samo sądzi arcykapłan Mefres i inni kapłani, to może naprawdę wojna jest rzeczą niebezpieczną?...
I musi nią być, skoro tak utrzymuje tylu ludzi mądrych i świętych."
Książę był głęboko strapiony. Wymyślił prosty sposób podźwignięcia Egiptu, a tymczasem kapłani utrzymywali, że właśnie to mogłoby do reszty zrujnować Egipt.
Kapłani, ludzie najmędrsi i najświętsi!
Lecz trafił się wypadek, który nieco ochłodził wiarę księcia w prawdomówność kapłanów, a raczej - rozbudził w nim dawniejszą do nich nieufność.
Raz szedł z jednym lekarzem do biblioteki. Droga wypadała przez ciasny i ciemny korytarz, z którego następca cofnął się ze wstrętem.
- Nie pójdę tędy!... - rzekł.
- Dlaczego?... - spytał zdziwiony lekarz.
- Czyliż nie pamiętacie, ojcze święty, że na końcu tego korytarza jest loch, w którym okrutnie zamęczyliście jakiegoś zdrajcę?
- Aha!... - odparł lekarz. - Jest tu loch, do którego przed kazaniem Pentuera wlewaliśmy roztopioną smołę...
- I zabiliście człowieka...
Lekarz uśmiechnął się. Był to człowiek dobry i wesoły. Toteż widząc oburzenie księcia, rzekł po pewnym namyśle:
- Tak, nie wolno nikomu zdradzać świętych tajemnic... Rozumie się... Przed każdą większą uroczystością przypominamy to młodym kandydatom na kapłanów...
Ton jego był tak szczególny, że Ramzes zażądał objaśnień.