Następca kazał im wydawać wino. Lecz nazajutrz, w czasie przeglądu wojsk, przyszły do niego deputacje pułków z najpokorniejszą skargą, że zmniejszono im porcje mięsa i chleba.
Książę i tym razem polecił spełnić żądania proszących.
W parę dni później obudził go z rana wielki hałas pod pałacem. Ramzes spytał o przyczynę, a oficer dyżurny objaśnił, że zebrali się robotnicy królewscy i wołają o zaległy żołd.
Wezwano skarbnika, na którego książę wpadł z wielkim gniewem.
- Co się tu dzieje?... - wołał. - Od chwili mego przyjazdu nie ma dnia, aby nie skarżono się na krzywdy. Jeżeli jeszcze raz powtórzy się coś podobnego, ustanowię śledztwo i położę kres waszym złodziejstwom!...
Drżący skarbnik znowu upadł na twarz i jęknął:
- Zabij mnie, panie!.. Ale cóż poradzę, gdy twój skarbiec, stodoły i śpiżarnie są puste...
Pomimo gniewu książę zmiarkował, że skarbnik może być niewinnym. Kazał mu więc odejść, a wezwał Tutmozisa.
- Słuchaj no - rzekł Ramzes do ulubieńca - dzieją się tu rzeczy których nie rozumiem i do których nie przywykłem. Moje kobiety, niewolnicy, wojsko i robotnicy królewscy nie otrzymują należności lub są ograniczani w wydatkach. Gdym zaś spytał skarbnika: co to znaczy? - odpowiedział, że nic już nie mamy w skarbcu ani stodołach.
- Powiedział prawdę.
- Jak to?... - wybuchnął książę. - Na moją podróż jego świątobliwość przeznaczył dwieście talentów w towarach i złocie. Miałożby to być zmarnowane?
- Tak jest - odparł Tutmozis.
- Jakim sposobem?... na co?... - wołał namiestnik.
- Przecież na całej drodze podejmowali nas nomarchowie?...
- Ale myśmy im za to płacili.

WJQQGKM WQPJJKM WQBZZYM WJQYGGM WJQGYPM   Stra¿ Po¿arna | Bhp | Lbaner | Taxi Kraków | Narzêdzia