- Ja myślę, że nam nikt nie pożyczy stu talentów - szepnął Tutmozis. Namiestnik wyniośle spojrzał na niego.
- Także się to odpowiada synowi faraona? - spytał.
- Wypędź mnie od siebie - rzekł smutnym głosem Tutmozis - ale mówiłem prawdę. Dziś nikt nam nie pożyczy, bo i już nie ma kto...
- Od czegóż jest Dagon?... - zdziwił się książę. - Nie ma go przy moim dworze czy umarł?
- Dagon mieszka w Pi-Bast, ale całe dnie wraz z innymi kupcami fenickimi przepędza w świątyni Astarty na pokucie i modłach...
- Skądże taka pobożność? Czy dlatego, że ja byłem w świątyni, to i mój bankier uważa za potrzebne naradzać się z bogami?
Tutmozis kręcił się na taburecie.
- Fenicjanie - rzekł - są zatrwożeni, nawet zgnębieni wieściami...
- O czym?
- Ktoś rozpuścił plotkę, że gdy wasza dostojność wstąpisz na tron, Fenicjanie zostaną wygnani, a ich majątki zabrane na rzecz skarbu...
- No, to mają jeszcze dosyć czasu -- uśmiechnął się książę.
Tutmozis wciąż wahał się.
- Słychać - mówił zniżonym głosem - że zdrowie jego świątobliwości (oby żył wiecznie!...) mocno zachwiało się w tych czasach...
- To fałsz! - przerwał zaniepokojony książę. - Przecież wiedziałbym o tym...
- A jednak kapłani odprawiają w tajemnicy nabożeństwa za powrócenie zdrowia faraonowi - szeptał Tutmozis. - Wiem o tym z pewnością...