- Jak to skąd?... Z danin od ludów azjatyckich...
Fenicja winna wam pięć tysięcy, no i ja ręczę, że odda, jeżeli nie trafią się jakieś wypadki... Ale oprócz niej Izrael winien trzy tysiące, Filistyni i Moabici po dwa tysiące, Chetowie trzydzieści tysięcy... Wreszcie nie pamiętam pozycji szczegółowych ale wiem, że ogół wynosi sto trzy czy sto pięć tysięcy talentów Ramzes gryzł wargi; na jego ruchliwej twarzy widać było bezsilny gniew. Spuścił oczy i milczał.
- Więc to prawda... - nagłe westchnął Hiram wpatrując się w namiestnika. - Więc to prawda?... Biedna
Fenicja, ale i Egipt...
- Co mówisz, wasza dostojność? - zapytał książę marszcząc brwi. - Nie rozumiem twoich biadań...
- Książę wiesz, o czym mówię, skoro nie odpowiadasz na moje pytanie - odparł Hiram i powstał, jakby z zamiarem odejścia. - Mimo to... nie cofnę obietnicy... Będziesz, książę, miał sto talentów.
Nisko ukłonił się, lecz namiestnik zmusił go do zajęcia miejsca.
- Wasza dostojność ukrywasz coś przede mną - rzekł głosem, w którym czuć było obrazę. - Chcę, ażebyś mi wytłomaczył: jaka to bieda grozi Fenicji czy Egiptowi...
- Nie wiedziałżebyś o tym, wasza dostojność? - pytał Hiram z wahaniem.
- Nic nie wiem. Spędziłem przeszło miesiąc w świątyni.
- Właśnie tam można było dowiedzieć się o wszystkim...
- Wasza dostojność mi powiesz! - zawołał namiestnik uderzając pięścią w stół. - Nie lubię, ażeby bawiono się moim kosztem...
- Powiem, jeżeli wasza dostojność dasz mi wielkie przyrzeczenie, że nie zdradzisz się przed nikim. Chociaż... nie mogę uwierzyć, aby księcia, następcy, nie zawiadomiono o tym!...
- Nie ufasz mi? - zapytał zdumiony książę.
- W tej sprawie żądałbym przyrzeczenia od samego faraona - odparł Hiram stanowczo.