Ramzes pobiegł i schwycił ją za rękę. Nie uciekła.
- Ty jesteś Kama?... Nie, ty jesteś... Tak, ciebie kiedyś przysłał do mnie Dagon, ale wówczas nazywałaś się Pieszczotą...
- Bo ja jestem i Pieszczota - odpowiedziała naiwnie.
- Ty mnie dotykałaś rękoma?...
- Ja.
- Jakim sposobem?...
- A o, takim... - odpowiedziała zarzucając mu ręce na szyję i całując go.
Ramzes pochwycił ją w objęcia, ale wydarła mu się z siłą, której nie można było podejrzewać w tak drobnej postaci.
- Więc to ty jesteś kapłanka Kama? Więc to do ciebie śpiewał dzisiaj ten Grek mówił książę namiętnie ściskając jej ręce. - Co za jeden ten śpiewak?...
Kama pogardliwie wzruszyła ramionami.
- On jest przy naszej świątyni - rzekła.
Ramzesowi płonęły oczy, rozszerzały się nozdrza, szumiało mu w głowie. Ta sama kobieta przed kilkoma miesiącami zrobiła na nim małe wrażenie, ale dziś gotów był dla niej popełnić szaleństwo. Zazdrościł Grekowi, a jednocześnie czuł nieopisany żal na myśl, że gdyby ona została jego kochanką, musiałaby umrzeć.
- Jakaś ty piękna - mówił. - Gdzie mieszkasz?... Ach wiem, w tamtym pałacyku... Czy można cię odwiedzić?... Naturalnie, jeżeli przyjmujesz wizyty śpiewaków, musisz i mnie przyjąć... Czy naprawdę jesteś kapłanką pilnującą ognia?...
- Tak.
- I wasze prawa są tak okrutne, że nie pozwalają ci kochać?... Ech, to są pogróżki!... Dla mnie zrobisz wyjątek...