Rozdział XXXIII


W parę dni książę wysłał swojego ulubieńca z wezwaniem do Kamy. Przybyła natychmiast w szczelnie zasłoniętej lektyce.
Ramzes przyjÄ…Å‚ jÄ… w osobnym pokoju.
- Byłem - rzekł -jednego wieczora pod twoim domem.
- O Astoreth!... - zawołała kapłanka. - Czemuż zawdzięczam najwyższą łaskę?... I co przeszkodziło ci, dostojny panie, że nie raczyłeś zawołać twojej niewolnicy?...
- Stały tam jakieś bydlęta. Podobno Asyryjczykowie. Więc wasza dostojność trudziłeś się wieczorem?... Nigdy nie śmiałabym przypuścić, że nasz władca znajduje się o kilka kroków ode mnie pod gołym niebem.
Książę zarumienił się. Jakżeby była zdziwiona dowiedziawszy się, że książę z dziesięć wieczorów przepędził pod jej oknami! A może ona i wiedziała o tym, gdyby sądzić z jej półuśmiechniętych ust i obłudnie spuszczonych oczu.
- Więc teraz, Kamo - mówił książę - przyjmujesz u siebie Asyryjczyków?
- To wielki magnat!... - zawołała Kama. - To powinowaty króla, Sargon, który pięć talentów ofiarował naszej bogini...
- A ty mu wywzajemnisz się, Kamo - szydził następca.
- I ponieważ jest tak hojnym magnatem, bogowie feniccy nie ukarzą cię śmiercią...
- Co mówisz, panie?... - odparła składając ręce. - Czyli nie wiesz, że Azjata; choćby mnie znalazł w pustyni, nie podniesie na mnie ręki, gdybym nawet oddała mu się sama. Oni lękają się bogów...
- Po cóż więc przychodzi do ciebie ten śmierdzący... nie - ten pobożny Azjata?
- Chce mnie namówić, ażebym wyjechała do świątyni Astoreth babilońskiej.

WQJKJYM WQQXZXM WQQYGZM WQZZGXM WQZPZGM   Klamki Drzwiowe | Kalosze | Biotechnologia | Graphics Designer | Trzypokojowe Kraków