- I pojedziesz?...
- Pojadę... jeżeli ty, panie, każesz... - odpowiedziała Kama zasłaniając twarz welonem.
Książę milcząc ujął ją za rękę. Usta mu drżały.
- Nie dotykaj mnie, panie - szeptała wzruszona. - Jesteś władcą i oporą moją i wszystkich Fenicjan w tym kraju, ale... bądź miłosierny...
Namiestnik puścił ją i zaczął chodzić po pokoju.
- Gorący dzień, prawda?.. - rzekł. - Podobno są kraje, gdzie w miesiącu Mechir spada z nieba na ziemię biały puch, który na ogniu zmienia się w wodę i robi zimno. O Kamo, poproś twoich bogów, ażeby zesłali mi trochę tego pierza!... Choć, co ja mówię?... Gdyby pokryli nim cały Egipt, wszystek ten puch zamieniłby się na wodę, ale nie ostudziłby mego serca.
- Bo jesteś jak boski Amon, jesteś słońce ukryte w ludzkiej postaci - odparła Kama. - Ciemność pierzcha stamtąd, gdzie zwrócisz twoje oblicze, a pod blaskiem twoich spojrzeń rosną kwiaty...
Książę znowu zbliżył się do niej.
- Ale bądź miłosierny - szepnęła. - Przecież ty dobry bóg, więc nie możesz zrobić krzywdy twojej kapłance...
Książę znowu odsunął się i otrząsnął, jakby pragnąc zrzucić z siebie ciężar. Kama patrzyła na niego spod opuszczonej powieki i uśmiechnęła się nieznacznie.
Gdy milczenie trwało zbyt długo, spytała:
- Kazałeś mnie wezwać, władco. Oto jestem i czekam, abyś mi objawił wolę twoją.
- Aha!... - ocknął się książę. - Powiedz no mi, kapłanko... Aha!... Kto to był ten, tak podobny do mnie, którego widziałem w waszej świątyni wówczas?...
Kama położyła palec na ustach.
- Święta tajemnica... - szepnęła.

WQQYJZM WQJVXBM WQJKGYM WQXPPQM WQXJJPM   Hosting | Zdjêcia ¦lubne Warszawa | Ksiêgarnia Internetowa | Gry Komputerowe | Ce