- Zobaczy ich, jeśli ja się tam skryję - przerwała kapłanka.
- Gdyby tobie włos spadł - szeptał rozwścieczony Grek - przysięgam, że Dagon... że wszyscy tutejsi Fenicjanie oddadzą głowy lub zdechną w kopalniach! Poznają oni, co może Grek...
- A ja ci mówię - odparła tym samym głosem kapłanka - że dopóki nie zbiorę dwudziestu talentów, nie ruszę się stąd... A mam dopiero ośm...
- Skądże weźmiesz resztę?
- Dadzą mi Sargon i namiestnik.
- Na Sargona zgoda, ale księcia nie chcę!...
- Głupi Lykonie, czyli nie widzisz, dlaczego trochę podoba mi się ten młodzik?... Ciebie przypomina!...
Grek zupełnie uspokoił się.
- No, no!... - mruczał. - Rozumiem, że gdy kobieta ma do wyboru między następcą tronu i takim jak ja śpiewakiem, nie mam potrzeby lękać się... Ale jestem zazdrosny i gwałtowny, więc proszę cię, ażebyś go jak najmniej spoufalała do siebie.
Ucałował ją, wymknął się z willi i zniknął w ciemnym ogrodzie.
Kama wyciągnęła za nim zaciśniętą pięść.
- Nikczemny pajacu!... - szepnęła - który zaledwie mógłbyś być u mnie śpiewającym niewolnikiem...