Rozdział XXXV
Kiedy Ramzes przyszedł nazajutrz odwiedzić swego syna, znalazł Sarę rozpływającą się we łzach. Zapytał o powód. Z początku odpowiedziała, że nic jej nie jest, potem, że jej smutno, wreszcie - upadła do nóg Ramzesowi z wielkim płaczem.
- Panie... panie mój!... szeptała. - Wiem, że mnie już nie kochasz, ale przynajmniej siebie nie narażaj...
- Kto powiedział, że cię już nie kocham? - spytał zdziwiony książę.
- Masz przecie trzy nowe kobiety w swym domu... - panny wielkich rodów...
- A więc o to chodzi...
- I jeszcze narażasz się dla czwartej... dla przewrotnej Fenicjanki...
Książę zmięszał się. Skąd Sara mogła dowiedzieć się o Kamie i odgadnąć, że jest przewrotna?...
- Jak pył wciska się do skrzyni, tak niegodziwe wieści wpadają do najspokojniejszych domów - rzekł Ramzes. - Któż ci mówił o Fenicjance?
- Czy ja wiem kto? Zła wróżba i serce moje.
- Więc są nawet i wróżby?...
- Straszne! Jedna stara kapłanka dowiedziała się podobno z kryształowej kuli, że wszyscy zginiemy przez Fenicjan, a przynajmniej ja i... mój syn!... - wybuchnęła Sara.
- I ty, która wierzysz w Jedynego, w Jehowę, ty lękasz się bajań jakiejś głupiej staruchy, a może intrygantki?... Gdzież twój wielki Bóg?...
- Mój Bóg jest tylko moim, a tamci - twoimi, więc muszę ich szanować.