- Bo my nie mamy sił zmusić Asyrii do płacenia nam danin - odparł zimno Mentezufis. - Mamy sto dwadzieścia tysięcy wojska, Asyria zaś około trzystu tysięcy. Mówię to waszej dostojności całkiem poufnie, jako wysokiemu urzędnikowi państwa.
- Rozumiem. Ale dlaczego ministerium wojny, w którym służysz, zmniejszyło naszą waleczną armię o sześćdziesiąt tysięcy ludzi?
- Ażeby dochody na dwór jego świątobliwości powiększyć o dwanaście tysięcy talentów - rzekł kapłan.
- Aha!... Powiedzże mi, wasza dostojność - ciągnął książę - w jakim tedy celu jedzie Sargon do stóp faraona?
- Nie wiem.
- Aha! Ale dlaczego ja nie mam wiedzieć, ja, następca tronu?...
- Bo są tajemnice państwa, które zna zaledwie kilku dostojników...
- I których mógłby nawet nie znać mój najczcigodniejszy ojciec?...
- Z pewnością - odparł Mentezufis - że są rzeczy, o których mógłby nie wiedzieć nawet jego świątobliwość, gdyby nie posiadał najwyższych święceń kapłańskich.
- Dziwna rzecz! - mówił książę po namyśle - Egipt jest własnością faraona i mimo to mogą dziać się w państwie sprawy nie znane faraonowi?... Wytłomacz mi to, wasza dostojność.
- Egipt jest przede wszystkim, a nawet jedynie i wyłącznie własnością Amona - rzekł kapłan. - Jest zatem konieczne, aby ci tylko znali najwyższe tajemnice, którym Amon objawia swoją wolę i plany.
Książę słuchając doznawał takich uczuć, jakby go przewracano na łożu wybitym sztyletami i jeszcze - podkładano ogień.
Mentezufis chciał podnieść się, namiestnik zatrzymał go.
- Jeszcze słowo - mówił łagodnie. - Jeżeli Egipt jest tak słabym, że nie wolno nawet wspomnieć o asyryjskich daninach...
Zadyszał się.