- Książę nie wychodziłeś cały wieczór? - zapytał.
- Ani na krok.
- Więc mogę dać na to kapłańskie przyrzeczenie?
Następca zdziwił się.
- Zdaje mi się - odparł dumnie - że twoje słowo już nie jest potrzebne, gdy ja dałem moje. Cóż to znaczy?...
Wyszli do osobnego pokoju.
- Czy wiesz, panie - mówił wzburzony kapłan - co zdarzyło się może przed godziną? Jego dostojność Sargona jacyś młodzieńcy napadli i obili kijami...
- Jacy?... gdzie?...
- Pod willą fenickiej kapłanki, nazwiskiem Kamy - ciągnął Mentezufis pilnie śledząc fizjognomię następcy.
- Odważne chłopaki! - odparł książę wzruszając ramionami. Napadać takiego siłacza!... Przypuszczam, że musiała tam pęknąć niejedna kość.
- Ale napadać posła... Uważ, dostojny panie, posła, którego osłania majestat Asyrii i Egiptu... - mówił kapłan.
- Ho! ho!... roześmiał się książę. - Więc król Assar wysyła swoich posłów nawet do fenickich tancerek?...
Mentezufis stropił się. Nagle uderzył się w czoło i zawołał również ze śmiechem:
- Patrz, książę, jaki ze mnie prostak, nieoswojony z politycznymi ceremoniami. Wszakże ja zapomniałem, że Sargon włóczący się po nocach około domu podejrzanej kobiety nie jest posłem, ale zwyczajnym człowiekiem!
Lecz po chwili dodał: