Rozdział XXXVII


Po wizycie u Sargona dwaj święci mężowie, Mefres i Mentezufis, okrywszy się starannie burnusami wracali zamyśleni do domu.
- Kto wie - rzekł Mentezufis - czy ten pijak Sargon nie ma słuszności co do naszego następcy?..
- W takim razie Istubar będzie miał lepszą słuszność - twardo odpowiedział Mefres.
- Jednak nie uprzedzajmy się. Trzeba pierwej wybadać księcia - odparł Mentezufis.
- Uczyń to, wasza cześć.
Istotnie, nazajutrz obaj kapłani, z bardzo poważnymi minami, przyszli do następcy prosząc go o poufną rozmowę.
- Cóż się stało? - zapytał książę - czy znowu jego dostojność Sargon odbył jakie nocne poselstwo?
- Niestety, nie chodzi nam o Sargona - odparł arcykapłan. - Ale... między ludem krążą pogłoski, że ty, najdostojniejszy panie, utrzymujesz ścisłe stosunki z niewiernymi Fenicjanami...
Po tych słowach książę zaczął już domyślać się celu wizyty proroków i krew w nim zakipiała. Lecz jednocześnie ocenił, że jest to początek gry między nim a stanem kapłańskim, i jak przystało na królewskiego syna, opanował się w jednej chwili. Jego twarz przybrała wyraz zaciekawionej naiwności.
- A Fenicjanie to niebezpieczni ludzie, urodzeni wrogowie państwa!... - dodał Mefres.
Następca uśmiechnął się.
- Gdybyście wy, święci mężowie - odparł - pożyczali mi pieniędzy i mieli przy świątyniach ładne dziewczęta, z wami musiałbym się widywać częściej. A tak z biedy muszę przyjaźnić się z Fenicjanami!
- Mówią, że wasza dostojność odwiedzasz w nocy tę Fenicjankę...

WJJZKQM WJZQGGM WJJKJPM WQPPJQM WQPKBYM   Mp3 Do Pobrania | Teksty Piosenek Dla Dzieci | sfinks | Biotechnologia | G³êboko¶ciomierz