- Myślisz, że ona jest złota?... - rzekła. - Oddam mój naszyjnik, że ta puszka jest miedziana i tylko pokryta z dwu stron cienkimi blaszkami...
- Także mnie witasz?... - spytał zdziwiony książę.
- Bo znam moich braci - odparła. - Oni fałszują nie tylko złoto, ale rubiny i szafiry...
- Kobieto... - przerwał następca - ależ w tej puszce jest twoje bezpieczeństwo...
- Co mi tam bezpieczeństwo!... - odparła. - Nudzę się i boję... Siedzę tu już cztery dni jak w więzieniu...
- Brakuje ci czego?...
- Brakuje mi światła... oddechu... śmiechów, śpiewów, ludzi... O mściwa bogini, jakże mnie ciężko karzesz!...
Książę słuchał zdumiony. We wściekłej kobiecie nie mógł poznać tej Kamy, którą widział w świątyni, tej kobiety, nad którą unosiła się namiętna pieśń Greka.
- Jutro - rzekł książę - będziesz mogła wyjść do ogrodu... A gdy pojedziemy do Memfis, do Tebów, będziesz bawiła się jak nigdy... Spojrzyj na mnie. Czyliż nie kocham cię i czyliż kobiecie nie wystarcza zaszczyt, że należy do mnie?...
- Tak - odparła nadąsana - ale cztery miałeś przede mną.
- Jeżeli ciebie kocham najlepiej...
- Gdybyś mnie kochał najlepiej, uczyniłbyś mnie pierwszą, osadziłbyś mnie w pałacu, który zajmuje ta... Żydówka Sara, i mnie dałbyś wartę, nie jej... Tam przed posągiem Astoreth byłam najpierwszą... Ci, którzy składali hołd bogini, klękając przed nią, patrzyli na mnie... A tu co?... - Wojsko bębni i gra na fletach, urzędnicy składają ręce na piersiach i schylają głowy przez domem Żydówki...
- Przed moim pierworodnym synem - przerwał zniecierpliwiony książę - a on nie jest Żydem...
- Jest Żydem!... - wrzasnęła Kama.
Ramzes zerwał się.