Od tego dnia znowu zaczęły się uczty. Książę jakby wstydząc się wojska nie odbywał z nim ćwiczeń. Natomiast pałac jego roił się szlachtą, oficerami, sztukmistrzami i śpiewaczkami, a po nocach odbywały się wielkie orgie, wśród których dźwięki arf mięszały się z wrzaskami pijanych biesiadników i spazmatycznym śmiechem kobiet.
Na jedną z tych uczt Ramzes zaprosił Kamę, ale odmówiła. Książę obraził się na nią, co spostrzegłszy Tutmozis rzekł:
- Mówiono mi, panie, że Sara straciła twoje łaski?
- Nie wspominaj mi o tej Żydówce - odparł następca. - Wszak chyba wiesz, co zrobiła z moim synem?
- Wiem - mówił ulubieniec - ale zdaje mi się, że stało się to nie z jej winy. Słyszałem w Memfis, że czcigodna matka twoja, pani Nikotris, i dostojny minister Herhor uczynili syna twego Żydem w tym celu, aby kiedyś panował nad Izraelitami...
- Ależ Izraelici nie mają króla tylko kapłanów i sędziów!... - przerwał książę.
- Nie mają, lecz chcą mieć. Im także obmierzły rządy kapłańskie.
Następca pogardliwie machnął ręką.
- Woźnica jego świątobliwości - odparł - znaczy więcej niźli wszyscy królowie, a tym bardziej jakiś tam król izraelski, którego jeszcze nie ma...
- W każdym razie wina Sary nie jest tak wielką - wtrącił Tutmozis.
- Toteż wiedz, że kiedyś zapłacę i kapłanom.
- W tym wypadku i oni nie są zbyt winni. Na przykład dostojny Herhor uczynił tak pragnąc zwiększyć sławę i potęgę twojej dynastii. Zresztą działał z wiedzą pani Nikotris...
- A Mefres po co mięsza się do moich spraw?... - spytał książę. - Przecie on chyba powinien pilnować tylko świątyni, a nie wpływać na losy faraonowego potomstwa...
- Mefres jest starcem, który już zaczyna dziwaczeć. Cały dwór jego świątobliwości drwi dziś z Mefresa z powodu jego praktyk, o których ja sam nic nie wiedziałem, choć prawie co dzień widywałem i widuję świętego męża...
- A to ciekawe... Cóż on robi?...