- Co to jest? - zapytał książę.
- Nędzny Musawasa ucieka!... - odparł Patrokles i o mało nie spadł na ziemię.
Ramzesowi krew uderzyła do głowy.
- Więc Musawasa jest tam i uciekł?... - Hej! kto ma lepsze konie, za mną!...
- No - rzekł śmiejąc się Patrokles - teraz sam beknie ten złodziej baranów!...
Pentuer zastąpił drogę księciu.
- Wasza dostojność nie możesz ścigać zbiegów!...
- Co?... - wykrzyknął następca. - Przez całą bitwę nie podniosłem na nikogo ręki i jeszcze teraz mam wyrzec się wodza libijskiego?... Cóż by powiedzieli żołnierze, których wysyłałem pod włócznie i topory?...
- Armia nie może zostać bez wodza...
- A czyliż tu nie ma Patroklesa, Tutmozisa, wreszcie Mentezufisa? Od czegoż jestem wodzem, gdy mi nie wolno zapolować na nieprzyjaciela?... Są od nas o kilkaset kroków i mają zmęczone konie.
- Za godzinę wrócimy z nimi... Tylko rękę wyciągnąć... - szemrali jezdni Azjaci.
- Patrokles... Tutmozis... zostawiam wam wojsko... - zawołał następca. - Odpocznijcie, a ja tu zaraz wrócę...
Spiął konia i pojechał truchtem, grzęznąc w piasku, a za nim ze dwudziestu jezdnych i Pentuer.
- Ty tu po co, proroku? - zapytał go książę. - Prześpij się lepiej... Oddałeś nam dzisiaj ważne usługi...
- Może jeszcze się przydam - odparł Pentuer.

WJZZQKM WJJJJQM WJQKGXM WQBPKGM WQBVZXM   Kartki Urodzinowe | Og³oszenia Rolne | Od¿ywki Dla Sportowców | Sauny | Pozycjonowanie