Baralanensis, Baldachiensis, przez potężnych książąt Genio, Lachiadae, ministrów piekielnego państwa, wywołuję was i wzywam mocą najwyższego Majestatu, którą jestem obdarzony, zaklinam was i rozkazuję...
W tym miejscu faraon wstrząsnął się ze wstrętem.
- Mer-amen-Ramzesie, co widzisz? - zapytał Chaldejczyk.
- Spoza kuli wychyla się jakaś okropna głowa... Rude włosy jeżą się... twarz zielonkowatej barwy... źrenice wywrócone na dół, że tylko białka oczu widać... Usta szeroko otwarte, jakby chciały krzyczeć...
- To trwoga - rzekł Beroes i zwrócił ponad kulę ostrze sztyletu.
Nagle faraon aż zgiął się ku ziemi.
- Dosyć!... - zawołał - dlaczego mnie tak męczysz?... Strudzone ciało chce spocząć, dusza ulecieć w krainę wiecznego światła... A wy nie tylko nie pozwalacie mi umrzeć... ale jeszcze wymyślacie nowe udręczenia... Ach!... nie chcę...
- Co widzisz?...
- Od sufitu co chwilę spuszczają się niby dwie nogi pajęcze, straszliwe... Grube jak palmy, kosmate, zakończone hakami... Czuję, że nad moją głową unosi się potwornej wielkości pająk i osnuwa mnie siecią z lin okrętowych...
Beroes zwrócił sztylet w górę.
- Mer-amen-Ramzesie - rzekł znowu - ciągle patrz w iskrę i nie oglądaj się na boki...
Oto znak, który podnoszę w waszej obecności... - szeptał. - Otom jest potężnie uzbrojony w pomoc boską, przewidujący i nieustraszony, który wywołuję was przez zaklęcia... Aye, Saraye, Aye, Saraye, Aye, Saraye... przez imię wszechmocnego i wiecznie żyjącego Boga...
W tej chwili na twarzy faraona ukazał się spokojny uśmiech.
- Zdaje mi się rzekł pan że widzę Egipt... Cały Egipt... Tak, to jest Nil... pustynia... Tu Memfis, tam Teby...
Istotnie widział Egipt, cały Egipt, ale nie większy od alei, która ciągnęła się przez ogród jego pałacu. Dziwny obraz miał jednak tę własność, że gdy faraon skierował na jaki punkt baczniejszą uwagę, punkt ten rozrastał się w okolicę prawie naturalnej wielkości.

WJJGZKM WJQGVBM WJQYYPM WQBZKGM WQPJQXM