- Bądź pozdrowiony i żyj długo, ojcze święty - odparł następca. A potem dodał:
- Ciągnięcie tak wolno, jakby wam nogi upiłowano, a Nitager najpóźniej za dwie godziny stanie przed naszym korpusem.
- Powiedziałeś prawdę. Twój sztab maszeruje bardzo powoli.
- Mówi mi też Eunana - tu Ramzes wskazał na stojącego za sobą oficera obwieszonego amuletami - że nie wysyłaliście patroli do wąwozów. A przecież na wypadek rzeczywistej wojny nieprzyjaciel z tej strony mógł was napaść.
- Nie jestem dowódcą, tylko sędzią - spokojnie odpowiedział minister.
- A cóż robił Patrokles?
- Patrokles z greckim pułkiem eskortuje machiny wojenne.
- A mój krewny i adiutant Tutmozis?
- Podobno jeszcze śpi.
Ramzes niecierpliwie uderzył nogą w ziemię i umilkł. Był to piękny młodzieniec, z twarzą prawie kobiecą, której gniew i opalenizna dodawały wdzięku. Miał na sobie obcisły kaftan w pasy niebieskie i białe, tegoż koloru chustkę pod hełmem, złoty łańcuch na szyi i kosztowny miecz pod lewym ramieniem.
- Widzę - odezwał się książę - że tylko ty jeden, Eunano, dbasz o moją cześć.
Obwieszony amuletami oficer schylił się do ziemi.
- Tutmozis jest to próżniak - mówił następca. - Wracaj, Eunano, na swoje stanowisko. Niech przynajmniej przednia straż ma dowódcę. Potem, spojrzawszy na świtę, która już go otoczyła, jakby wyrosła spod ziemi, dodał:
- Niech mi przyniosą lektykę. Jestem zmęczony jak kamieniarz.
- Czyliż bogowie mogą męczyć się!.... - szepnął jeszcze stojący za nim Eunana.