C h ó r II. O ty, ty! Oziris-Ramzesie, wiecznie żyjący synu nieba, zrodzony z bogini Nut. Niech matka twoja otoczy cię tajemnicą nieba i niech zezwoli, abyś został bogiem, o ty, ty, Oziris-Ramzesie."
"A więc pan świątobliwy już umarł..." - rzekł do siebie Pentuer.
Odszedł od okna i zbliżył się do miejsca, gdzie siedział następca pogrążony w marzeniach.
Kapłan ukląkł przed nim, upadł na twarz i zawołał:
- Bądź pozdrowiony, faraonie, władco świata!...
- Co mówisz?!... - zawołał książę zrywając się.
- Niech Bóg jedyny i wszechmocny zleje na ciebie mądrość i siłę, a szczęście na lud twój...
- Wstań, Pentuerze... Więc ja... więc ja...
Nagle wziął za ramię kapłana i obrócił go ku Sfinksowi.
- Spojrzyj na niego - rzekł.
Ale ani w obliczu, ani w postawie kolosa nie zaszła żadna zmiana. Jeden faraon przestąpił granicę wieczności, drugi wschodził jak słońce, lecz kamienna twarz boga czy potwora pozostała taką samą. Na ustach łagodny uśmiech dla ziemskich potęg i chwały, we wzroku oczekiwanie na c o ś, co ma przyjść, lecz nie wiadomo, kiedy przyjdzie.
Wkrótce od przewozu wrócili dwaj posłańcy z zawiadomieniem, że czółna będą gotowe.
Pentuer wszedł między palmy i zawołał:
- Ocknij siÄ™!... ocknij siÄ™!...
Czujni Azjaci natychmiast zerwali się i zaczęli kiełznać konie. Podniósł się i Tutmozis, szkaradnie ziewający.