- Wybili mnie ze snu!... - rzekł pan z wyrazem niezadowolenia.
- Najczcigodniejsza królowa Nikotris - odezwał się nagle adiutant - godzinę temu rozkazała mi prosić waszą świątobliwość o posłuchanie...
- Teraz?... O północy?.. - spytał pan.
- Właśnie mówiła, że o północy wasza świątobliwość obudzi się.
Faraon pomyślał i odpowiedział adiutantowi, że będzie czekał na królowę w sali złotej. Sądził, że tam nikt nie podsłucha ich rozmowy.
Pan narzucił na siebie płaszcz, włożył niewiązane sandały i rozkazał dobrze oświetlić złotą salę. Potem wyszedł zalecając służbie, aby mu nie towarzyszyła.
Matkę już zastał w sali, w szatach z grubego płótna na znak żałoby. Zobaczywszy faraona czcigodna pani chciała znowu upaść na kolana, ale syn podniósł ją i uściskał.
- Czy zdarzyło się coś ważnego, matko, że trudzisz się o tej godzinie? - spytał.
- Nie spałam... modliłam się... - odparła. - O synu mój, mądrze odgadłeś, że sprawa jest ważną!... Słyszałam boski głos twego ojca...
- Doprawdy? - rzekł faraon czując, że gniew go napełnia.
- Nieśmiertelny twój ojciec - ciągnęła królowa - mówił mi pełen smutku, że wchodzisz na błędną drogę... Wyrzekasz się z pogardą arcykapłańskich święceń i źle traktujesz sługi boże.
"Któż zostanie przy Ramzesie - mówił twój boski ojciec -jeżeli zniechęci bogów i opuści go stan kapłański?... Powiedz mu... powiedz mu powtarzał czcigodny cień - że tym sposobem zgubi Egipt, siebie i dynastią..."
- Oho! - zawołał faraon - więc już tak mi grożą, zaraz w pierwszym dniu panowania?... Moja matko, pies najgłośniej szczeka, kiedy się boi, więc i pogróżki są złą wróżbą, ale tylko dla kapłanów!
- Ależ to twój ojciec mówił... - powtórzyła stroskana pani.
- Nieśmiertelny ojciec mój - odparł faraon - i święty dziad Amenhotep, jako czyste duchy, znają moje serce i widzą opłakany stan Egiptu. A ponieważ serce moje chce podźwignąć państwo przez ukrócenie nadużyć, oni więc nie mogliby przeszkadzać mi do spełnienia zamiarów...