- Czy jeszcze powiesz mi co? - zapytała.
- Chciałbym tylko zapytać... Moje serce domyśla się, że ty, matko, masz jakieś plany względem mnie. Jakie?...
Monarchini pogłaskała go po twarzy.
- Jeszcze nie teraz... jeszcze nie teraz!... Dziś jesteś swobodnym jak każdy młody szlachcic w tym kraju, więc korzystaj... Ale, Ramzesie, przyjdzie czas, że będziesz musiał pojąć małżonkę, której dzieci będą książętami krwi królews- kiej, a syn twoim następcą. O tych czasach ja myślę...
- I co?...
- Jeszcze nic określonego. W każdym razie mądrość polityczna mówi mi, że twoją małżonką powinna być córka kapłana...
- Może Herhora?... - zawołał książę ze śmiechem.
- Cóż by w tym było nagannego? Herhor bardzo prędko zostanie arcykapłanem w Tebach, a jego córka ma dopiero lat czternaście.
- I zgodziłaby się zająć przy mnie miejsce Żydówki?... - z ironią zapytał Ramzes.
- Musiałbyś się postarać, ażeby ci zapomniano dzisiejszy błąd.
- Całuję stopy twoje, matko, i odchodzę - rzekł Ramzes chwytając się za głowę. - Tyle tu słyszałem dziwnych rzeczy, że zaczynam się bać, ażeby Nil nie popłynął w stronę katarakt albo piramidy nie przeszły na pustynię wschodnią.
- Nie bluźnij, dziecko moje - szepnęła pani, z trwogą patrząc na syna. - W tym kraju widywano dziwniejsze cuda...
- Czy nie te - spytał z gorzkim uśmiechem syn - że ściany królewskiego pałacu podsłuchiwały swoich panów?
- Widywano śmierć faraonów po kilkumiesięcznym panowaniu i upadki dynastii, które rządziły dziewięcioma narodami.
- Bo ci faraonowie dla kadzielnicy zapomnieli o mieczu - odparł książę.