Niemniej jednak obawiam się, czy poradzisz sobie z Labiryntem, i na wszelki wypadek zwołam zgromadzenie Egipcjan, aby upoważniło mnie do korzystania ze skarbca.
- To nigdy nie zawadzi - odparł kapłan. - Ale moja praca nie mniej będzie potrzebną, bo Mefres i Herhor nie zgodzą się na wydanie skarbu.
- I masz pewność, że ci się uda?... - uporczywie zapytywał faraon.
- Jak Egipt Egiptem - przekonywał go Samentu - nie było człowieka, który by posiadał tyle środków, co ja, do zwyciężenia w tej walce, która dla mnie nie jest nawet walką, ale zabawą.
Jednych straszy ciemność, którą ja lubię, a nawet widzę wśród niej. Inni nie potrafią kierować się pomiędzy licznymi komnatami i kurytarzami, ja robię to z łatwością. Jeszcze inni nie znają tajemnic otwierania drzwi utajonych, z czym ja jestem obeznany.
Gdybym nic więcej nie posiadał nad to, co wyliczyłem, już w ciągu miesiąca lub dwu odkryłbym drogi w Labiryncie. Ale ja mam jeszcze plan szczegółowy tych przejść i znam wyrazy, które przeprowadzą mnie z sali do sali. Co mi więc może przeszkodzić?...
- A jednak na dnie serca twego leży wątpliwość: zląkłeś się bowiem oficera, który zdawał się iść za tobą...
Kapłan wzruszył ramionami.
- Ja niczego i nikogo nie lękam się - odparł spokojnie - tylko jestem ostrożny. Przewiduję wszystko i jestem nawet na to przygotowany, że mnie złapią...
- Straszne czekałyby cię męki!... - szepnął Ramzes.
- Żadne. Prosto z podziemiów Labiryntu otworzę sobie drzwi do krainy, gdzie panuje wieczne światło.
- I nie będziesz miał do mnie żalu?...
- Za co?... - spytał kapłan. - Dojdę do wielkiego celu: chcę w państwie zająć miejsce Herhora...
- Przysięgam, że je zajmiesz!...
- O ile nie zginę - odparł Samentu. - A że na szczyty gór wchodzi się nad przepaściami, że w tej wędrówce może się poślizgnąć noga i spadnę, cóż to znaczy? Ty, panie, zajmiesz się losem moich dzieci.