Zarazem uderzyło go kilka nowych zjawisk, których miesiąc temu nie dostrzegał.
Przede wszystkim lud podzielił się na dwie partie. Jedni byli stronnikami faraona i wrogami kapłanów, drudzy - burzyli się przeciw Fenicjanom. Jedni dowodzili, że kapłani powinni wydać faraonowi skarby Labiryntu, drudzy szeptali, że - faraon zanadto proteguje cudzoziemców.
Najdziwniejszą jednak była pogłoska, nie wiadomo skąd powstała, że Ramzes XIII - zdradza objawy obłąkania jak jego brat przyrodni i starszy, który właśnie dlatego został usunięty od tronu. O wieści tej mówili kapłani, pisarze, nawet chłopi.
- Kto wam opowiada takie kłamstwa?... - zapytał Pentuer jednego ze znajomych inżynierów.
- To nie kłamstwo - odparł inżynier - ale smutna prawda. W pałacach tebańskich widziano faraona, jak biegał nagi po ogrodach... A pewnego wieczora jego świątobliwość w nocy, pod oknami królowej Nikotris, wlazł na drzewo i rozmawiał z nią samą.
Pentuer zapewnił go, że nie dawniej jak przed pół miesiącem widział faraona, który cieszy się najlepszym zdrowiem. Wnet jednak poznał, że inżynier nie ufa mu.
"To już sprawa Herhora!... - pomyślał. - Zresztą tylko kapłani mogliby mieć tak szybkie wiadomości z Tebów..."
Na chwilę stracił chęć do zajmowania się wyborem delegatów, lecz znowu odzyskał energię, wciąż powtarzając sobie, że - co lud dziś pozyska, tego nie straci jutro... Chyba gdyby zaszły jakieś nadzwyczajne wypadki!
Za Memfisem, na północ od piramid i Sfinksa, wznosiła się już na granicy piasków niewielka świątynia bogini Nut. Mieszkał tam stary kapłan Menes, największy w Egipcie znawca gwiazd, zarazem inżynier.
Gdy trafiła się w państwie budowa dużego gmachu albo nowego kanału, Menes schodził na grunt i wytykał kierunek. Poza obrębem tego żył ubogi i samotny w swej świątyni, nocami badając gwiazdy, w dzień pracując nad osobliwymi przyrządami.
Od kilku lat Pentuer nie był w tym miejscu, toteż uderzyło go opuszczenie i ubóstwo. Ceglany mur walił się, w ogrodzie poschły drzewa, na dziedzińcu wałęsała się chuda koza i parę kur.
Przy świątyni nie było nikogo. Dopiero gdy Pentuer zaczął wołać, z pylonu wyszedł stary człowiek. Miał bose nogi, na głowie brudny czepiec, jak chłopi, dokoła bioder łachman opaski, a na plecach panterczą skórę, z której szerść wypełzła. Mimo to jego postawa była pełna godności, a oblicze rozumu. Bystro przypatrzył się gościowi i rzekł:
- Albo mi siÄ™ zdaje, albo jesteÅ› Pentuerem?...
- Jestem nim - odrzekł przybysz i serdecznie uściskał starca.
- Ho!... ho!... - zawołał Menes, on to był bowiem - widzę, że zmieniłeś się na dostojnych posadzkach. Masz gładką skórę, bielsze ręce i złoty łańcuch na szyi. Na taką ozdobę długo musi czekać bogini oceanu niebieskiego matka Nut!...

WQVPGJM WQKPPVM WQKJVKM WQGGYPM WQGVYKM   Kominek | Leksykon Astronomii | Pizza | Fryzury ¦lubne | Owoc Noni