Pentuer chciał zdjąć łańcuch, ale Menes powstrzymał go z uśmiechem.
- Daj pokój! - rzekł. - Gdybyś wiedział, jakie klejnoty mamy na niebie, nie kwapiłbyś się z ofiarowaniem złota... Cóż, przychodzisz do nas osiedlić się?...
Pentuer potrząsnął głową.
- Nie - odparł. - Przyszedłem tylko pokłonić się tobie, boski nauczycielu.
- A potem znowu do dworu? - śmiał się starzec. - Oj wy, wy, wy!... gdybyście wiedzieli, co tracicie porzucając mądrość dla pałaców, bylibyście najsmutniejszymi ludźmi.
- Sam jesteÅ›, nauczycielu?
- Jak palma w pustyni, szczególniej dziś, kiedy mój głuchoniemy poszedł z koszem do Memfisu, użebrać co dla matki Re i jej kapłana.
- I nie przykro ci?...
- Mnie?... - zawołał Menes. - Przez czas, kiedyśmy się nie widzieli, wydarłem bogom kilka tajemnic, których nie odstąpiłbym za obie korony Egiptu!...
- Czy to sekret?... - zapytał Pentuer.
- Co za sekret?... Przed rokiem dokończyłem pomiarów i rachunków odnoszących się do wielkości ziemi...
- Co to znaczy?
Menes obejrzał się i zniżył głos.
- Przecież wiadomo ci - mówił - że ziemia nie jest płaską, jak stół, ale - jest olbrzymią kulą, na powierzchni której znajdują się morza, kraje i miasta...
- To wiadomo - rzekł Pentuer.