- Za nic. Tylko prosił, ażebym o nim dobrze myślała i niekiedy powiedziała mojemu panu, że Dagon jest najwierniejszym jego sługą.
- Ty bardzo prędko zbierzesz całą skrzynię zausznic i bransolet - odparł z uśmiechem Gedeon. - Ach - dodał po chwili - zbierz prędko wielki majątek i uciekajmy do naszej ziemi, bo tu nam zawsze bieda. Bieda, kiedy jest źle, a jeszcze większa bieda, kiedy jest dobrze.
- A co by powiedział pan mój'? - zapytała Sara ze smutkiem.
Ojciec potrząsnął głową.
- Nim rok minie, pan twój porzuci cię, a inni mu dopomogą. Gdybyś była Egipcjanką, wziąłby cię do swego domu, ale Żydówkę...
- Porzuci?... - powtórzyła Sara z westchnieniem.
- Co martwić się przyszłymi dniami, które są w ręku Boga? Przyszedłem spędzić u ciebie szabas...
- A ja mam doskonałe ryby, mięso, placki i wino koszerne - szybko wtrąciła Tafet. - Kupiłam też w Memfis siedmioramienny świecznik i świece woskowe... Będzie kolacja lepsza niż u samego pana Chairesa.
Gedeon wyszedł z córką na taras. Gdy zostali we dwoje, rzekł:
- Mówiła mi Tafet, że ciągle siedzisz w domu. Dlaczego? Trzeba wyjrzeć przynajmniej do ogrodu.
Sara wstrząsnęła się.
- Boję się - szepnęła.
- Dlaczego ty się masz bać twego ogrodu?... Przecież ty tu jesteś pani, wielka pani...
- Raz wyszłam do ogrodu w dzień... Zobaczyli mnie jacyś ludzie i zaczęli mówić między sobą: �Patrzcie, to ta Żydówka następcy tronu, przez którą opóźnia się przybór!..."
- Głupi oni są - wtrącił Gedeon. - Alboż to raz Nil o cały tydzień spóźnił się z wylewem? Więc tymczasem wychodź sobie wieczorami.