- Są nawet tacy, którzy podjęli się ułatwić wojsku zajęcie świątyń - dodał Herhor.
- Wojsko ma wejść do świątyń?!... - zawołał nomarcha Sebes.
- Taki ma przynajmniej rozkaz na dwudziestego trzeciego - odparł Herhor.
- I wasza dostojność mówisz o tym spokojnie?... - zapytał nomarcha Ament.
Herhor wzruszył ramionami, a nomarchowie zaczęli spoglądać po sobie.
- Tego już nie rozumiem! - odezwał się prawie z gniewem nomarcha Aa. - Świątynie mają zaledwie kilkuset żołnierzy, kapłani zdradzają, faraon odcina nas od Tebów i podburza lud, a dostojny Herhor mówi o tym, jakby nas zapraszał na ucztę... Albo brońmy się, jeżeli jeszcze można, albo...
- Poddajmy się jego świątobliwości?... - spytał ironicznie Mefres. - Na to zawsze będziecie mieli czas!...
- Ale my chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś o środkach obrony... - rzekł nomarcha Sebes.
- Bogowie ocalą swoich wiernych - odpowiedział Herhor.
Nomarcha Aa załamał ręce.
- Jeżeli mam otworzyć moje serce, to i mnie dziwi wasza obojętność - odezwał się najwyższy sędzia. - Prawie całe pospólstwo jest przeciw nam...
- Pospólstwo, jak jęczmień na polu, idzie za wiatrem - rzekł Herhor.
- A wojsko?...
- Któreż wojsko nie upadnie przed Ozirisem?
- Wiem - przerwał niecierpliwie nomarcha Aa - ale nie widzę ani Ozirisa, ani tego wiatru, który do nas zwróci pospólstwo... Tymczasem faraon już dziś przywiązał ich do siebie obietnicami, a jutro wystąpi z darowizną...