- Już śpi - rzekł Mefres. - Nie dziwneż to?
- Jeżeli nie udaje.
- Uszczypnij go... ukłuj... nawet sparz... - mówił Mefres.
Herhor wydobył spod białej szaty sztylet i zamierzył się, jakby chcąc uderzyć Lykona między oczy. Ale Grek nie poruszył się, nawet nie drgnęły mu powieki.
- Spojrzyj tu - mówił Mefres zbliżając do Lykona kryształ. - Czy widzisz tego, który porwał Kamę?...
Grek zerwał się z krzesła, z zaciśniętymi pięściami i śliną na ustach.
- Puśćcie mnie!... - wołał chrapliwym głosem. - Puśćcie mnie, abym napił się jego krwi...
- Gdzież on jest teraz! - pytał Mefres.
- W pałacyku, w stronie ogrodu najbliższej rzeki... Jest z nim piękna kobieta... - szeptał Lykon.
- Nazywa się Hebron i jest żoną Tutmozisa - podpowiedział Herhor. - Przyznaj, Mefresie - dodał - że ażeby o tym wiedzieć, nie trzeba podwójnego wzroku...
Mefres zaciÄ…Å‚ wÄ…skie usta.
- Jeżeli to nie przekonywa waszej dostojności, pokażę coś lepszego - odparł. - Lykonie, znajdź teraz zdrajcę, który szuka drogi do skarbca Labiryntu...
Śpiący Grek usilniej wpatrzył się w kryształ i po chwili odpowiedział:
- Widzę go... Jest odziany w płachtę żebraka...
- Gdzie on jest?...

WQGZBVM WQYZXPM WQBJPQM WQVVBYM WQVYXBM   Hotele Pary¿ | Wierszyki | Kochanowski Jan | My¶libórz - Galeria | Zak³ad Pogrzebowy