Potem zaś wziąwszy na bok Tutmozisa adiutant oświadczył mu bez ogródki, że wojsko jest zdemoralizowane i że skutkiem ucieczki w popłochu ma tylu rannych i zabitych jak po bitwie.
- Cóż się teraz dzieje z wojskiem?... - zapytał struchlały Tutmozis.
- Naturalnie - odparł adiutant - że udało się nam zgromadzić i uszykować żołnierzy. Ale o użyciu ich przeciw świątyniom nawet mowy być nie może... Szczególniej teraz, gdy kapłani zajęli się opatrywaniem rannych. Teraz żołnierz na widok ogolonego łba i panterczej skóry gotów padać na ziemię i dużo czasu upłynie, zanim który odważyłby się przekroczyć świętą bramę...
- A cóż kapłani?...
- Błogosławią żołnierzy, karmią ich, poją i udają, że wojsko nie winno napadowi na świątynię, że to była robota Fenicjan...
- I wy pozwalacie na to demoralizowanie pułków?... - zawołał Tutmozis.
- Przecież jego świątobliwość rozkazał nam bronić kapłanów przeciw pospólstwu... - odparł adiutant.
- Gdyby nam pozwolono zająć świątynie, bylibyśmy w nich od dziesiątej z rana, a arcykapłani siedzieliby w piwnicach.
W tej chwili oficer dyżurny zawiadomił Tutmozisa, że znowu jakiś kapłan przybyły od Memfisu chce mówić
z jego świątobliwością.
Tutmozis obejrzał gościa. Był to człowiek jeszcze dość młody z twarzą jakby wyrzeźbioną w drzewie. Powiedział, że przychodzi do faraona od Samentu.
Ramzes natychmiast przyjął kapłana, który upadłszy na ziemię podał władcy pierścień, na widok którego faraon pobladł.
- Co to znaczy?... - zapytał pan.
- Samentu nie żyje... - odpowiedział posłannik.
Ramzes przez chwilę nie mógł wydobyć głosu. Wreszcie rzekł:

WQJPYYM WQQBBXM WQQZQZM WQZYPJM WQZXPBM   Jak Napisaæ Cv | Sklepy Internetowe | Szpitale | System Informatyczny | Kieliszki Do Szampana