Obie grupy przypatrywały się sobie z rękoma na mieczach lub nożach.
- Co chcecie z nim zrobić? - spytał wreszcie naczelnik policji.
- Mamy przeciw niemu wyrok...
- A trupa zostawicie?
- Ze wszystkim, co ma na sobie - odparł starszy dozorca.
Policjanci szeptali między sobą.
- Jeżeli mówicie prawdę - rzekł wreszcie naczelnik policji - nie będziemy wam przeszkadzali. Owszem, pożyczymy go wam na chwilę, gdy wpadnie w nasze ręce...
- Przysięgacie?
- Przysięgamy...
- No to możemy iść razem...
Połączyli się, ale Grek zniknął im z oczu.
- Przekleństwo!... - zawołał naczelnik policji. - Znowu umknął...
- Znajdzie się - odparł dozorca z Labiryntu - a może nawet tędy będzie wracał.
- Po cóż by szedł do królewskiego ogrodu? - spytał naczelnik.
- Arcykapłani używają go do jakichś swoich interesów, ale on wróci do świątyni, wróci!... - mówił dozorca.