Postanowili tedy czekać i działać wspólnie.
- Trzecią noc marnujemy! - rzekł jeden z policjantów ziewając.
Owinęli się w burnusy i legli na trawie.
Natychmiast po wyjeździe Tutmozisa czcigodna pani Nikotris milcząc, z zaciśniętymi z gniewu ustami, opuściła komnaty syna. A gdy Ramzes chciał ją uspokoić, ostro przerwała mu:
- Żegnam faraona i proszę bogów, ażeby pozwoliły mi jutro powitać cię jeszcze jako faraona...
- Wątpisz o tym, matko?
- O wszystkim można zwątpić wobec człowieka, który słucha rad szaleńców i zdrajców!..
Rozeszli się oboje zagniewani.
Wkrótce jego świątobliwość odzyskał dobry humor i wesoło rozmawiał z dostojnikami. Ale już o szóstej począł go trapić niepokój.
- Tutmozis powinien by przysłać do nas gońca... -mówił pan. - Bo jestem pewny, że sprawa, tak czy owak, już się rozstrzygnęła...
- Tego nie wiem - odparł wielki skarbnik. - Mogli nie znaleźć statków u przewozu... Mogą w świątyni stawiać opór...
- A gdzie jest ten młody kapłan?... - spytał nagle Hiram.
- Kapłan?... wysłannik zmarłego Samentu?... - powtarzali zmięszani dostojnicy. - To prawda, gdzie on być może?...
Rozesłano żołnierzy, aby przeszukali ogród. Żołnierze obiegli wszystkie ścieżki, ale kapłana nie było.
Wypadek ten źle usposobił dostojników. Każdy siedział milcząc, pogrążony w niespokojnych myślach.