O zachodzie słońca wszedł do komnaty pokojowiec faraona i szepnął, że pani Hebron ciężko zachorowała i błaga, ażeby jego świątobliwość raczył ją odwiedzić.
Dostojnicy znając stosunek, jaki łączył pana z piękną Hebron, spojrzeli po sobie. Ale gdy faraon oświadczy zamiar wyjścia na ogród, nie protestowali. Ogród, dzięki gęstym strażom, był równie bezpieczny jak pałac. Nikt też nie uważał za stosowne choćby z daleka czuwać nad faraonem wiedząc, że Ramzes nie lubi, ażeby zajmowano się nim w pewnych chwilach.
Gdy pan zniknął w korytarzu, wielki pisarz rzekł do skarbnika:
- Czas wlecze się jak wozy w pustyni. Może Hebron ma wiadomość od Tutmozisa?...
- W tej chwili - odparł skarbnik - jego wyprawa w kilkudziesięciu ludzi na świątynię Ptah wydaje mi się niepojętym szaleństwem...
- A czy rozsądniej zrobił faraon nad Sodowymi Jeziorami, kiedy całą noc uganiał się za Tehenną?... - wtrącił Hiram. - Odwaga więcej znaczy aniżeli liczba.
- A ten młody kapłan?... - zapytał skarbnik.
- Przyszedł bez naszej wiedzy i odszedł nie pytając - rzekł Hiram. - Każdy z nas postępuje jak spiskowiec.
Skarbnik pokręcił głową.
Ramzes szybko przebiegł odległość dzielącą jego willę od pałacyku Tutmozisa. Gdy wszedł do pokoju, Hebron z płaczem rzuciła mu się na szyję.
- Umieram z trwogi!... - zawołała.
- Lękasz się o Tutmozisa?
- A cóż on mnie obchodzi? - odparła Hebron robiąc pogardliwy grymas ustami. - Ty jeden obchodzisz mnie... o tobie jednym myślę... o ciebie się lękam...
- Błogosławioną niech będzie twoja trwoga, która choć na chwilę uwolniła mnie od nudów... - rzekł śmiejąc się faraon. - Bogowie! jakiż to ciężki dzień... Gdybyś słyszała nasze narady, gdybyś widziała miny moich doradców!... I jeszcze, na domiar wszystkiego, podobało się czcigodnej królowej uczcić nasze zebranie swoją obecnością... Nigdy nie przypuszczałem, że dostojeństwo faraona może mi tak dokuczyć...
- Nie wymawiaj tego zbyt głośno - ostrzegła Hebron.