- Po cóż bym rzucał, panie życia i śmierci? Gdybym trafił żonę, sobie zrobiłbym niepokój na cały tydzień, a gdyby żołnierza, dostałbym pięścią w brzuch, ażby mi język wylazł. Przeciem ja tylko chłop, a on wojownik wiecznie żyjącego pana naszego.
Następca wychylił się spoza kolumny. Odprowadzono Dutmoze, a wprowadzono Anupa. Był to chłop niski, na plecach miał jasne blizny od kijów.
- Powiedz, Anupa - zaczął znowu urzędnik - jak to było z tym napadem na ogród następcy tronu?
- Oko słońca - odparł chłop - naczynie mądrości, ty wiesz najlepiej, że ja napadu nie robiłem. Tylko przyszedł do mnie sąsiad i mówi: �Anupa, chodź na górę, bo Nil przybiera." A ja mówię: czy aby przybiera? A on mówi: �Jesteś głupszy od osła, bo przcież osioł usłyszałby muzykę na górze, a ty nie słyszysz." Ja zaś odpowiadam: głupi jestem, bom się pisać nie uczył, ale za pozwoleniem, co innego jest muzyka, a co innego przybór. A on na to: �Gdyby nie było przyboru, ludzie nie mieliby z czego cieszyć się, grać i śpiewać." Więc poszliśmy, mówię waszej sprawiedliwości, na górę, a tam już muzykę rozpędzili i ciskają w ogród kamienie...
- Kto ciskał?
- Nie mogłem zmiarkować. Ludzie ci nie wyglądali na chłopów: prędzej na nieczystych paraszytów, którzy rozpruwają zmarłych do balsamowania.
- A kapłana widziałeś?
- Za pozwoleniem waszej czujności, to nie był kapłan, ale chyba jakiś duch, który pilnuje domu księcia następcy (oby żył wiecznie!...).
- Dlaczego duch?
- Bo czasami tom go widział, a czasami gdzieś mi się podziewał.
- Może go ludzie zasłaniali?
- Z pewnością, że go czasem ludzie zasłaniali. Ale za to raz był wyższy, a inny raz niższy.
- Może właził na pagórek i złaził z niego?
- Bez zawodu musiał włazić i złazić, ale może wydłużał się i skracał, gdyż był to wielki cudotwórca. Ledwie rzekł: �Zaraz Nil przybierze" - i wnet Nil zaczął przybierać.
- A kamienie rzucałeś, Anupa?