- Dzisiaj zaś przyszedł ten pisarz ze swoimi ludźmi i mówi do mego chłopa: �Kiedy nie masz pszenicy, oddaj nam dwu synków, a dostojny Dagon nie tylko daruje ci ten podatek, ale jeszcze za każdego chłopca co roku zapłaci po drachmie..."
- Biada mi z tobą! - wrzasnął topiony chłop. - Zgubisz nas wszystkich gadulstwem... Nie słuchaj jej, dobry panie - zwrócił się do Ramzesa. - Jak krowa myśli, że ogonem odstraszy muchy, tak babie zdaje się, że językiem odpędzi poborców... A nie wiedzą, że obie są głupie...
- Tyś głupi! - przerwała baba. - Słoneczny panie, który masz postać królewską...
- Biorę was za świadków, że ta kobieta bluźni... - rzekł półgłosem urzędnik do swoich ludzi.
- Kwiecie pachnący, którego głos jest jak dźwięk fletu, wysłuchaj mnie!... - błagała kobieta Ramzesa. - Więc mój mąż powiedział temu urzędnikowi: �Wolałbym stracić dwa byczki, gdybym je miał, aniżeli oddać moich chłopców, choćbyście mi za każdego płacili po cztery drachmy na rok. Bo jak dziecko wyjdzie z domu na służbę, nikt go już nie zobaczy..."
- Bodajbym się udusił!... bodaj ryby jadły ciało moje na dnie Nilu!... - jęczał chłop. - Przecie ty cały folwark zmarnujesz swoimi skargami... kobieto...
Urzędnik widząc, że ma poparcie strony głównie zainteresowanej, wystąpił naprzód i zaczął znowu przez nos:
- Od czasu jak słońce wschodzi za pałacem królewskim, a zachodzi nad piramidami, działy się w tym kraju różne dziwowiska... Za faraona Semempsesa ukazywały się około piramidy kochom zjawiska cudowne i dżuma spadła na Egipt. Za Boetosa rozwarła się ziemia pod Bubastis i pochłonęła wielu ludzi... Za panowania Neferchesa wody Nilu przez jedenaście dni były słodkie jak miód. To widziano i wiele innych rzeczy, o których wiem, bo jestem pełen mądrości. Ale nigdy nie widziano, ażeby z wody wyszedł jakiś nieznany człowiek i w majątkach najdostojniejszego następcy tronu bronił zbierania podatków...
- Milcz! - krzyknął Ramzes - i wynoś się stąd. Nikt wam nie zabierze dzieci - dodał do kobiety.
- Łatwo mi wynieść się - odparł poborca - bo mam lotne czółno i pięciu wioślarzy. Ale dajże mi, wasza dostojność, jakiś znak do pana mego, Dagona?...
- Zdejmij perukę i pokaż mu znak na swoim łbie - rzekł książę. - A Dagonowi powiedz, że mu takie same znaki porobię na całym ciele...
- Słyszycie bluźnierstwo?... - szepnął poborca do swoich ludzi cofając się ku brzegowi wśród niskich ukłonów.
Wsiadł w czółno, a gdy jego pomocnicy odbili i odsunęli się na kilkadziesiąt kroków, wyciągnąwszy rękę począł wołać:
- Oby was kurcz złapał za wnętrzności, buntownicy, bluźniercy!... Stąd prosto jadę do następcy tronu i opowiem mu, co się dzieje w jego dobrach...
Potem wziął kij i zaczął okładać swoich ludzi za to, że nie ujęli się za nim.