Tymczasem Litwin, co przed laty z dala
Omijał bramy zakonnej stolicy,
Teraz dokoła wsi co noc podpala
I lud bezbronny chwyta z okolicy;
Pod samym zamkiem dumnie siÄ™ przechwala,
Ze idzie na mszÄ™ do mistrza kaplicy;
Pierwszy raz dzieci z rodziców swych progu
40 Drżały na straszny dźwięk żmudzkiego rogu.
Kiedyż być może czas lepszy do wojny? -
Litwa szarpana wewnętrzną niezgodą;
StÄ…d dzielny Rusin, stÄ…d Lach niespokojny,
Stąd krymskie chany lud potężny wiodą.
Witołd, zepchnięty od Jagiełły z tronu,
Przyjechał szukać opieki Zakonu;
W nagrodÄ™ skarby i ziemie przyrzeka
I wsparcia dotÄ…d nadaremnie czeka.
SzemrajÄ… bracia, gromadzi siÄ™ rada,
50 Mistrza nie widać; Halban stary bieży,
W zamku, w kaplicy nie znalazł Konrada:
Gdzież on? - zapewne u narożnej wieży.
Åšledzili bracia nocne jego kroki;
Wszystkim wiadomo: każdego wieczora,
Gdy ziemię grubsze osłaniają mroki,
On idzie błądzić po brzegach jeziora;
Albo klęczący, przyparty do muru,
Okryty płaszczem aż do białej zorzy
Åšwieci z daleka, jak posÄ…g z marmuru.
60 I przez noc całą senność go nie zmorzy.
Często na cichy odgłos pustelnicy
Wstaje i ciche daje odpowiedzi;
Brzmienia ich z dala ucho nie dośledzi,
Lecz widać z blasku wstrząśnionej przyłbicy,
Rąk niespokojnych, podniesionej głowy,