I tam miewał z Witołdem tajemne rozmowy.
Szpiegowie moi dawno śledzą jego czynów;
170 Wieczorem pod narożną skryli się wieżycą,
Nie pojęli; ca Konrad mówił z pustelnicą;
Lecz, sędziowie! on mówił językiem Litwinów.
Zważywszy, co nam tajnych sądów posły
Niedawno o tym człowieku doniosły
I o czym świeżo mój szpieg donosi,
I wieść już ledwie nie publiczna głosi:
Sędziowie! ja na Mistrza zaskarżenie kładę
O fałsz, zabójstwo, herezyją, zdradę.-
Tu oskarżyciel przed zakonu księgą
180 Ukląkł i wsparłszy na krucyfiks rękę,
Prawdę doniesień zatwierdził przysięgą
Na Boga i na Zbawiciela mękę.
Umilkł. Sędziowie sprawę roztrząsają;
Lecz nie ma głosów ni cichej rozmowy,
Ledwie rzut oka lub skinienie głowy
Jakąś głęboką, groźną myśl wydają.
Każdy z kolei zbliżał się do tronu,
Ostrzem sztyletu na księdze zakonu
Karty przerzucał, prawa cicho czytał,
190 O zdanie tylko sumnienia zapytał,
Osądził, rękę do serca przykłada,
I wszyscy zgodnie zawołali: - Biada!
I trzykroć echem powtórzyły mury:
Biada! - W tym jednym, jednym tylko słowie
Jest cały wyrok; - pojęli sędziowie,
Dwanaście mieczów podnieśli do góry,
Wszystkie zmierzone - w jednÄ… pierÅ› Konrada.
Wyszli w milczeniu,- a jeszcze raz mury
Echem za nimi powtórzyły: - Biada!